Cześć wszystkim!
Uprzedzam, że dziś zapowiada się niezmiernie długi, bo aż trzyczęściowy post. Wszystko dlatego, że w wakacje tak dużo się dzieje! Po pierwsze - jak co roku o tej porze odbyłam podróż "w Polskę". W tym roku padło na Podkarpacie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figurki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figurki. Pokaż wszystkie posty
20 sierpnia 2015
29 lipca 2015
Alexis (oraz górskie klimaty)
Dzień dobry!
Lato w pełni - ostatnie upały pewnie dały Wam w kość, prawda? O dziwo, mnie, osobie niezwykle "ciepłolubnej" również. A wszystko dzięki mojej Mamie (pozdrawiam, żywiąc jednakże cichą nadzieję, że tego nie czytasz :*), która od wielu już lat stara się przekonać mnie, że góry są lepsze od morza. A ja uparcie pozostaję nie przekonana! Co nie znaczy, że nie lubię górskich wędrówek ;)
Lato w pełni - ostatnie upały pewnie dały Wam w kość, prawda? O dziwo, mnie, osobie niezwykle "ciepłolubnej" również. A wszystko dzięki mojej Mamie (pozdrawiam, żywiąc jednakże cichą nadzieję, że tego nie czytasz :*), która od wielu już lat stara się przekonać mnie, że góry są lepsze od morza. A ja uparcie pozostaję nie przekonana! Co nie znaczy, że nie lubię górskich wędrówek ;)
5 lipca 2015
Shouka oraz CANDY Z OKAZJI DRUGICH URODZIN BLOGA!
Dzień dobry!
Ostrzegam, że dzisiejsza notka będzie dość niezorganizowana. Może zacznijmy od najważniejszego?
Zgłaszać można się do dnia 31.07 (włącznie). Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania w pierwszych dniach sierpnia. Nagrodą będzie figurka (prawdopodobnie limitowany Schleich) i tradycyjnie niespodzianka związana z waleniami ^^
Co do wakacji - osobiście jak zwykle robię się jeszcze bardziej leniwa i antyspołeczna. Ale w sumie stwierdzam, że takie dwa miesiące, podczas których kompletnie ucinam wszelkie kontakty ze światem rzeczywistym i całkowicie oddaję się książkom (aktualnie, oprócz kilku innych pozycji, kończę "Zbrodnię i karę" i muszę powiedzieć, że jestem zafascynowana Dostojewskim!). A w przerwach między czytaniem, pływaniem, oglądaniem skoków na Eurosporcie i spaniem robię to, co lubię najbardziej:
Ostrzegam, że dzisiejsza notka będzie dość niezorganizowana. Może zacznijmy od najważniejszego?
(zdjęcia na banerze mojego autorstwa)
Tak jest, Deterrasomni tydzień temu stuknęły dwa lata (czas leci...)! Tak samo jak w zeszłym roku postanowiłam uczcić to rozdawajką, na którą serdecznie wszystkich zapraszam!
Zasady są następujące:
1. Należy skopiować powyższy baner i wkleić na swoją stronę/bloga wraz z linkiem do tego posta.
2. Napisać pod tą notką, że bierze się udział i wrzucić w komentarz link do miejsca, gdzie wkleiło się baner.
Co do wakacji - osobiście jak zwykle robię się jeszcze bardziej leniwa i antyspołeczna. Ale w sumie stwierdzam, że takie dwa miesiące, podczas których kompletnie ucinam wszelkie kontakty ze światem rzeczywistym i całkowicie oddaję się książkom (aktualnie, oprócz kilku innych pozycji, kończę "Zbrodnię i karę" i muszę powiedzieć, że jestem zafascynowana Dostojewskim!). A w przerwach między czytaniem, pływaniem, oglądaniem skoków na Eurosporcie i spaniem robię to, co lubię najbardziej:
( na drugim zdjęciu oczywiście również figurka - nie ma to jak wodoodporny aparat ;)
A propo orek właśnie - dziś przygotowałam dla Was kilka ciekawostek o następnej z mieszkanek Seaworld California - Shouce!
Podstawowe informacje:
Płeć - samica
Rodzice - Sharkane*, Kim II*
Data urodzenia - 25 lutego 1993
Miejsce urodzenia - Marineland Antibes (najpiękniejsze miejsce na świecie - przyp.red. :P)
Miejsce przebywania - Seaworld California
Znaczenie imienia - "jedyne piękno" w języku plemienia Inuktitut
Narodziny Shouki zapisały się w historii jako pierwszy udany odchów w Europie. Wychowywana była w kochającej rodzinie, otoczona opieką matki, troskliwego ojca oraz drugiej z dorosłych samic, niedawno zmarłej Freyi*. W 1996 roku urodził się jej półbrat Valentin, a w kolejnych latach w parku pojawiły się następne cielaki Sharkane* - samiczka Wikie i samczyk Inouk. Dzięki temu Shouka zyskała nowych towarzyszy zabaw. Jej szczęście nie trwało jednak długo. W 2002 roku przeniesiono ją do amerykańskiego Six Flags Discovery Kingdom. Zarząd jej nowego domu chciał sprowadzić dla niej argentyńskiego samca Kshamenka z Mundo Marino, ale rząd Argentyny nie wyraził na to zgody. Samica została więc w dość dużym basenie w towarzystwie jedynie delfinów butlonosych ( jej najlepszym przyjacielem stał się 20-letni Merlin), z którymi dobrze się dogadywała. Wszystko zmieniło się w 2011, kiedy to zaczęła przejawiać agresję w stosunku do swoich współlokatorów, co zaowocowało ich odseparowaniem. Samotna, sfrustrowana orka zaatakowała wtedy trenera. W końcu całą tą sytuacją zajął się stan Kalifornia (według tamtejszego prawa orki, jako zwierzęta bardzo społeczne, nie mogą być trzymane w samotności). W 2012 roku, po 10 latach życia bez innych przedstawicieli swojego gatunku, przybyła do San Diego. Obecnie pozostaje w dobrych stosunkach z każdym z członków tamtejszego wielkiego stada i nie wykazuje już agresji. W nowym domu rozkwitła, okazując się przyjacielską i energiczną pupilką trenerów. Znana ze swoich fantastycznych, niezwykle wysokich skoków. Seaworld ma nadzieję na uzyskanie od niej potomstwa w najbliższych latach.
Shouka to piękna, dorodna samica. Ma bardzo symetryczne plamki oczne, a jej płetwa grzbietowa jest lekko przechylona w prawo. Górna szczęka jest tej samej długości co dolna. Przyjaźni się z Kalią, spędza dużo czasu z Keetem.
zdjęcia - orcahome
info - orcinus.pl, orcapod.wikia, sandiegofreepress.org
Lecę na plażę!
Powodzenia w Candy :)
M
30 czerwca 2015
снегирь
Hej wszystkim!
I jak tam Wasze wakacje? Jesteście jeszcze w domu? Bo ja, po dosyć trudnym ze względów emocjonalnych zakończeniu roku ( nie wnikajmy proszę w szczegóły) zawitałam już wraz z częścią kolekcji nad nasz umiarkowanie gorący Bałtyk. W oczekiwaniu na wymarzone upały powstało już kilka sesji zdjęciowych. Moim ulubionym modelem jest obecnie druga z ARek, która przybyła do mnie w zeszły piątek prosto z Holandii. Oto wałaszek o podwójnym imieniu - Snegir (снегирь) zwany Balagurem (tudzież Balagur zwany Snegirem :P)!
I jak tam Wasze wakacje? Jesteście jeszcze w domu? Bo ja, po dosyć trudnym ze względów emocjonalnych zakończeniu roku ( nie wnikajmy proszę w szczegóły) zawitałam już wraz z częścią kolekcji nad nasz umiarkowanie gorący Bałtyk. W oczekiwaniu na wymarzone upały powstało już kilka sesji zdjęciowych. Moim ulubionym modelem jest obecnie druga z ARek, która przybyła do mnie w zeszły piątek prosto z Holandii. Oto wałaszek o podwójnym imieniu - Snegir (снегирь) zwany Balagurem (tudzież Balagur zwany Snegirem :P)!
To pierwszy kłusak orłowski w mojej kolekcji. Model ten został wyrzeźbiony i pomalowany przez Anię Dobrowolską-Oczko. Edycja limitowana do 60 kopii, skala 1:20.
Tak naprawdę dopiero widząc wyszlifowaną żywicę dostrzegłam pełnię różnic między tym materiałem a plastikiem. Rzeźba Snegira ma olbrzymią jak na Little Bits liczbę detali i wszelkich szczególików. Strzałki i kasztany są dokładnie zaznaczone na wszystkich nogach. Bardzo podoba mi się również naturalnie ułożona, delikatnie rozwiana grzywa. Zarówno ona, jak i ogon zostały wykonane z niezwykłą precyzją. Świetne są także ruchliwe, urocze uszka. Ania bardzo dobrze ukazała wielką liczbę żyłek, zmarszczek i rysunek mięśni czyli wszystko co tak uwielbiam :). Szczególnie fajnie wyglądają nogi, okolice stawu łokciowego, głowa.... Tak naprawdę nie ma niedopracowanej części ciała - zadbano nawet o schematyczne zwykle puzdro ;)
Osobiście uważam, że malowanie to temat na zupełnie osobną notkę ( a nawet cykl peanów :P), ale postaram się streścić. Maść była wzorowana na jednym z najsłynniejszych orłowów - Balagurze, siwym z depigmentacją mistrzu ujeżdżenia. Ana stworzyła prawdziwe dzieło sztuki! Od przepięknych, paskowanych kopytek przez ubogie w pigment miejsca i cieniowanie aż do wisienki na torcie - głowy z niesamowitymi, żywymi oczami i włoskami w uszach - siwek jest wprost doskonały. Rzadko mi się to zdarza, ale naprawdę nie wiem jak to wszystko opisać! Po prostu chylę czoła przed talentem malarki!
Podsumowując - jestem naprawdę pod wrażeniem możliwości Ani. Snegir reprezentuje zdecydowanie wyższy poziom niż większość moich modeli - zarówno pod względem rzeźby jak i malowania. Na zdjęciach wychodzi bardzo realistycznie, co jest jednym z głównych kryteriów pod jakim oceniam figurki. Jest po prostu piękny. I patrząc na niego mogę z czystym sumieniem powiedzieć - czasami warto troszkę przystopować z gumiakami oraz Breyerami i kupić ARkę od dobrego artysty. Bo Ana jest zdecydowanie dobrą artystką i sądzę, że to nie koniec naszej współpracy. Tymczasem łapcie zdjęcia :)
Do napisania!
M
24 czerwca 2015
One shot, spotkanie modelowe i kilka innych spraw....
Hej!
Dziś mamy duuużo spraw do załatwienia. Po pierwsze - w zeszłą sobotę miałam niezwykłą przyjemność spotkać się z Metalfish i NAF, znane Wam zapewne z forum Modele Koni. Dziewczyny przywiozły ze sobą kilka naprawdę świetnych modeli, którym z przyjemnością przyjrzałam się na żywo ( w ogóle wspólnie zorganizowane jedzenie również było bardzo zacne!) i przede wszystkim przywiozły siebie - dwie pozytywnie zakręcone osóbki. Wreszcie mogłam z kimś porozmawiać jak "modelarz z modelarzem". Wielkie dzięki za to spotkanie ( ci co nie byli niech żałują ;)! Mam nadzieję, że uda nam się je kiedyś powtórzyć ;)
Dziś mamy duuużo spraw do załatwienia. Po pierwsze - w zeszłą sobotę miałam niezwykłą przyjemność spotkać się z Metalfish i NAF, znane Wam zapewne z forum Modele Koni. Dziewczyny przywiozły ze sobą kilka naprawdę świetnych modeli, którym z przyjemnością przyjrzałam się na żywo ( w ogóle wspólnie zorganizowane jedzenie również było bardzo zacne!) i przede wszystkim przywiozły siebie - dwie pozytywnie zakręcone osóbki. Wreszcie mogłam z kimś porozmawiać jak "modelarz z modelarzem". Wielkie dzięki za to spotkanie ( ci co nie byli niech żałują ;)! Mam nadzieję, że uda nam się je kiedyś powtórzyć ;)
Niestety, w tą samą sobotę otrzymałam również bardzo przykrą wiadomość, z której dalej nie mogę się otrząsnąć. Odeszła przewodniczka stada z Marineland Antibes - Freya. Była jedną z moich ulubionych orek - stanowcza, czasami trudna ale pełna piękna i wdzięku. Miała 32 lata i od pewnego czasu chorowała. Tak dobrze pamiętam ją z zeszłorocznej wizyty w Antibes! Miałam nadzieję, że jeszcze kiedyś ją zobaczę. Niestety, nie zdążyłam...
źródło - orcahome.de
Z ogłoszeń - czy zdajecie sobie sprawę, że to ostatni post w tym roku szkolnym? Mój wakacyjny grafik jest napięty do granic możliwości - i niestety raczej nie przewiduje dobrego dostępu do internetu :/ Cóż - zobaczę jak to zorganizuję. Druga sprawa - szykujcie się na jakiś konkurs ^^ A po trzecie - muszę się Wam przyznać, że ostatnio szaleję modelowo-zakupowo. Efekty tego wariactwa zobaczycie już wkrótce ;)
Aha - mam ważne pytanie. Jak może niektórzy wiedzą obecnie pasjami piszę eseje ( tak przynajmniej twierdzi moja polonistka :P). Bylibyście ewentualnie zainteresowani ??
Z chęcią uraczyłabym Was również swego rodzaju fanfikami związanymi z prozą Fitzgeralda oraz Dostojewskiego ( szczególnie Zbrodnią i karą) :) Tylko nie wiem, czy wszyscy czytali oryginały.
Póki co mam dla Was następnego one shota. Nie wiem, czy będzie Wam się podobał bo wyszedł taki trochę w stylu Kafki, no i mogłam go jeszcze dopracować :P Niemniej miłego czytania! ( zawiera śmierć i trochę drastycznych scen)
Poranek był ciepły. Jasne, zalane światłem niebo grubą linią
odcinało się od pasiastych dachów płóciennych namiotów The John Robinson
Circus.
Obok jednego z nich stało właśnie pięciu potężnie
zbudowanych, czarnoskórych mężczyzn.
Nonszalancko oparci o stojące obok słupki w milczącej zadumie żuli źdźbła
trawy, beztrosko gwiżdżąc jakąś wymyśloną naprędce melodię. Swój senny wzrok
zatrzymali na szóstym z towarzyszy – młodym, chudym chłopaku, kulącym się na
ziemi. Nastolatek próbował wbić gwóźdź w twardą glebę. Niestety, wydawało się
że jego wysiłki nie zdadzą się na wiele, co niesłychanie bawiło resztę
kompanii.
Nagle coś przerwało sielski spokój budzącego się dnia.
Robotnicy podnieśli głowy, zainteresowani zgrzytem skórzanych butów na żwirowej
ścieżce. To, co ujrzeli zdziwiło ich na tyle, że zdecydowali się przerwać
monotonne gwizdanie.
Widok faktycznie nie był zwyczajny. Ku leniwej grupce
zbliżała się zwarta brygada pięciu białych policjantów. Ich odznaki lśniły w
blasku wschodzącego słońca – tak samo jak ich świeżo wypastowane obuwie. Na
twarzach tych młodych bogów malował się wyraz determinacji i pewności siebie.
- Komisariat w Duluth. – wypluł z siebie najstarszy z nich, prawdopodobnie
najwyższy rangą. – Clayton, Jackson, McGhie - pójdziecie z nami. – dodał.
- A to dłaczego? – wyseplenił najstarszy z cyrkowców.
- Jesteście oskarżeni, mamy nakaz aresztowania. – odparł z pełnym
złośliwej satysfakcji uśmiechem młodszy z oficerów. – Szybciej, nie ma się co
ociągać!
Poprowadzono ich szarymi ulicami do bólu zwyczajnego miasta.
Niezwykle zwykli ludzie wyglądali z okien, posyłając im dziwne spojrzenia.
Nawet stojące w bramach konie wydawały im się teraz drwiącymi z nich
szkapinami.
- Co się stało? Co zrobiliśmy? Panie władzo, o co chodzi? –
padały pytania oskarżonych.
Ale nikt nie raczył udzielić odpowiedzi.
Po piętnastominutowej przechadzce dotarli do siedziby
miejscowej policji. Budynek ten niestety nie miał nic wspólnego z czystością
ubioru funkcjonariuszy. Cele, do których zaprowadzono aresztowanych były
brudne, śmierdzące i do tego źle zabezpieczone. Mimo tego ostatniego faktu
żaden z więźniów nie starał się wyjść z zamknięcia, jakby przejście przez
miasto pozbawiło ich ochoty do walki z niedorzecznością dzisiejszych zdarzeń.
Usiedli więc na swych siennikach i oddali się rozmyślaniom, czasami jednak
próbując nawiązać jakiś kontakt z policjantami.
Dzień zmierzał już ku końcowi, a aresztanci nadal nie
wiedzieli jaki wyrok odsiadują. Zrezygnowani, zaniechali pytań i postanowili
spokojnie poczekać na rozwój wypadków.
Wtem usłyszeli jakiś hałas na ulicy. Zaciekawieni podeszli
do krat.
- Co się dzieje? Wszystko w porządku? – zapytał najmłodszy z
osadzonych, Jackson.
Zamiast odpowiedzi usłyszeli nieprzyjemny huk tłuczonej
szyby. Krzyki zgromadzonych na zewnątrz ludzi wzmagały się.
Nagle umysł Jacksona zaczął pracować na najwyższych
obrotach.
- Panie Władzo, nie chcecie chyba powiedzieć, że… Ale chyba
nas nie wydacie? Cele są zamknięte, prawda?
Jego pytania zagłuszył trzask pękających drzwi oraz ryk
wdzierającego się do środka tłumu jednakowych farmerów – białych, barczystych i
bezlitosnych.
Jeden z oficerów próbował im coś tłumaczyć, żywo przy tym
gestykulując. Został jednak natychmiast brutalnie odepchnięty na bok, co
skutecznie zniechęciło go do jakiejkolwiek rozmowy.
Tymczasem tłum skierował się do pierwszych trzech cel. Kraty
nie stanowiły żadnego problemu dla wideł i motyk. Już po kilku sekundach
McGhie, Clayton i Jackson zostali wywleczeni na zewnątrz budynku. Pchnięto ich
pod ścianę.
- Oto zbrodniarze! Ci trzej napadli niewinną dziewczynkę! Ci
trzej obdarli jej duszyczkę z niewinności!- wykrzykiwał charyzmatyczny blondyn w średnim
wieku, najwyraźniej przywódca tłumu. – I co my z tym zrobimy? – wskazał palcem na
domniemanych kryminalistów.
- Ukarzemy! – ryknęła tłuszcza. – Śmierć za śmierć!
W powietrzu zaczęły śmigać cegły, deski i kamienie. Po
czarnoskórych wyciągnięto chciwe ręce.
- Ależ my jesteśmy niewinni, proszę, dajcie nam spokój! –
tłumaczył Jackson. Jego błagania skwitowano tylko mocnym kopniakiem w twarz. Stracił przytomność.
Obudzono go następnym uderzeniem, tym razem w tym głowy.
Czuł ściekającą mu po twarzy krew. Charcząc coś o niewinności podniósł głowę o
kilka centymetrów. To co zobaczył ocuciło go do reszty.
Oszalali ludzie właśnie kończyli zakładali pętlę na szyję
wierzgającego i potwornie krzyczącego Claytona. Najwyraźniej miał on podzielić
los McGhiego, który aktualnie spoglądał na miasto niewidzącymi oczami z wysokości latarni.
Wtem Elmer Jackson poczuł, że coś ociera się o jego szyję.
Wiedziony zwierzęcym strachem począł wić się jak gorączce. To jednak tylko
pogorszyło sprawę…
Do napisania :)
M
6 czerwca 2015
Niepokorna (oraz Candy ciąg dalszy)
Cześć wszystkim :)
Na wstępie muszę się troszeczkę nad sobą poużalać. No bo jak to jest - ptaszki śpiewają, słoneczko świeci, wszyscy chodzą na modelowe sesje, a ja? A ja leżę w łóżku i jestem taka wściekła!! Prawdopodobnie podtrułam się wodą na Orliku. NIGDY nie pijcie brudnej kranówki, dobrze Wam radzę :P
Dobrze, ponarzekałam, mogę pisać dalej. Aczkolwiek dziś też raczej krótko, bo mimo choroby (musi mi przejść do poniedziałku) jestem mega zapracowana. W przyszłym tygodniu mam tyle ważnych rzeczy, między innymi sławetny projekt gimnazjalny, który trochę czarno widzę, więc trzymajcie kciuki! Muszę też pomyśleć, co zrobić z blogiem w wakacje (brak internetu). Kto wie, może Sophijka zgodzi się na chwilowe zastępstwo?
Tymczasem ogłaszam, że biorę udział w jeszcze dwóch rozdawajkach (sama również planuję Candy na drugie urodziny bloga ^^).
Pierwsza z nich odbywa się na blogu Kopytna Pasja...
Od razu chciałabym jeszcze raz bardzo podziękować Dorotheah, która umożliwiła mi zakup dwóch wymarzonych, lecz wycofanych klaczy - Brit i Izki właśnie. Jakby jeszcze tego było mało, dostałam od niej dwa przepiękne kantary sznurkowe - ale o tym kiedy indziej.
Na wstępie muszę się troszeczkę nad sobą poużalać. No bo jak to jest - ptaszki śpiewają, słoneczko świeci, wszyscy chodzą na modelowe sesje, a ja? A ja leżę w łóżku i jestem taka wściekła!! Prawdopodobnie podtrułam się wodą na Orliku. NIGDY nie pijcie brudnej kranówki, dobrze Wam radzę :P
Dobrze, ponarzekałam, mogę pisać dalej. Aczkolwiek dziś też raczej krótko, bo mimo choroby (musi mi przejść do poniedziałku) jestem mega zapracowana. W przyszłym tygodniu mam tyle ważnych rzeczy, między innymi sławetny projekt gimnazjalny, który trochę czarno widzę, więc trzymajcie kciuki! Muszę też pomyśleć, co zrobić z blogiem w wakacje (brak internetu). Kto wie, może Sophijka zgodzi się na chwilowe zastępstwo?
Tymczasem ogłaszam, że biorę udział w jeszcze dwóch rozdawajkach (sama również planuję Candy na drugie urodziny bloga ^^).
Pierwsza z nich odbywa się na blogu Kopytna Pasja...
... a druga na Galopem przez życie.
Również zapraszam do udziału ;)
Przechodząc do tematu głównego - dziś zamierzam zasypać Was zdjęciami jednej z moich ukochanych klaczy, ale również posiadaczki jednego z najgorszych charakterków wśród moich breyerów. Oto nieokiełznana Isadora Cruce!
(sesja prosto z Cannes, a także z mojego ogrodu - w końcu taka gwiazda potrzebuje godnych plenerów ;)
Przechodząc do figurki - Isadora to klacz na moldzie Nokota autorstwa Kathleen Moody, produkowana w latach 2010-2011.
Jest to portret prawdziwej mieszkanki Rezerwatu Wilbur Cruce w USA.
Rzeźba moim zdaniem przedstawia się naprawdę nieźle. Kasztany oraz strzałki są oczywiście na swoich miejscach. Strasznie podoba mi się również bardzo wyraźny i szczegółowy w każdej części ciała ciała rysunek mięśni (mistrzowskie są pod tym względem nogi), duża liczba wszelkich zmarszczek (szczególnie na szyi i w okolicach słabizn). Ta klacz to dosłownie skłębiona, gotowa do skoku kula mięśni! Głowa jest naprawdę przepiękna (choć asymetryczna), w typie mustanga, z zaznaczonymi żyłkami.W świetnie ułożonej grzywie, ogonie, na szczotach, a nawet w ruchliwych uszach zaznaczono praktycznie każdy włosek. Ale prawdziwy majstersztyk to kopyta, ze zniszczoną koronką oraz pęknięciami - tak charakterystyczne dla dzikich koni! Jednym słowem, liczba detali wprost zapiera dech w piersiach - niejedna ARka odpada w przedbiegach! Co prawda do ogólnych proporcji i anatomii po dłuższym namyśle można mieć delikatne zastrzeżenia, ale w sumie zalet te wady nikną.
Malowanie ma swoje gorsze i lepsze strony. Srokata maść co prawda maskuje niedociągnięcia anatomiczne i w sumie jest bardzo ciekawa, ale niektóre detale nie zostały należycie wyeksponowane. Mi jednak najbardziej podoba się właśnie ten wariant kolorystyczny Nokoty. Wykonanie, trzeba przyznać, naprawdę zacne - świetne cieniowanie (szczególnie grzywa, ogon i okolice pręgi grzbietowej), niesamowicie realistyczne (IMHO lepsze niż u Cześka) oczy. Jedynie żółte kopyta do mnie nie przemawiają.
I przede wszystkim - ruch i ekspresja! Poza, ach ta poza! Isadora to istna bomba energii - spójrzcie tylko na ten dziko rozwiany włos (każdy kosmyk w inną stronę), kopiące nogi, dynamizm głowy, napięte mięśnie... Nic tylko patrzeć i robić tysiące zdjęć! Bo trzeba przyznać tej diablicy, że strasznie fotogeniczna! W dodatku można z nią robić przeróżne rzeczy :
Podsumowując - Isa to chyba mój ulubiony Breyer w kolekcji. Jest zdecydowanie warta każdej wydanej złotówki ( a nawet więcej). Mam nadzieję, że niedługo znowu stanie się moldem regularnym, bo to must-have każdego kolekcjonera. Jedyny problem to zamieszanie jakie powoduje w stadninie - zarówno wśród koni, które często kopie i gryzie, jak również wśród ludzi, którym niezwykle trudno zmusić ją do współpracy. Ale myślę, że niedługo się dogadamy :)
Miłego weekendu (nie chorujcie, bo nie warto!)
Trzymajcie się :)
M
18 maja 2015
Barwny Schleichów korowód
Dzień dobry!
Dzisiejszy post jak zwykle pisany będzie w wielkim biegu. Niestety, w zeszłym tygodniu przytrafiło mi się paskudne przeziębienie ( jednak jedzenie całego dużego pudełka lodów naraz nie było takim dobrym pomysłem :P), przez co mam teraz potwornie dużo zaległości. Cztery projekty grupowe na ten miesiąc... Cóż, damy radę!
W sprawach organizacyjno-modelowych - nazwijcie mnie szaloną, ale najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu zamawiam kolejną ARkę! Tym razem w skali 1:20 (jak CollectA). Chyba połknęłam żywicznego bakcyla :D...
Jeszcze w ramach wstępu - jakaś (nierozsądna) osoba pytała o moje prace plastyczne. Ogłaszam więc, że pod tym względem jestem "w lekkim stopniu upośledzona" i zbyt leniwa żeby to zmienić. Czasami jednak, zmuszona przez nauczyciela plastyki sięgam po ołówek. Ostatnio musiałam wykonać projekt linorytu (zez jest jak najbardziej zamierzony, ponieważ kuc patrzy na biedronkę na nosie):
Zgadnie ktoś który to poniacz?
Czas mnie goni, przechodzę więc do tematu głównego. Dziś wreszcie długo odkładane opisy Schleichów. Część to wycofańce upolowane na Allegro, reszta to modele stosunkowo nowe.
Jak widzicie arabka i trakenka dostały za swoje :P. Oczywiście, nie przekreślam ich całkowicie, bo są o dziwo dość fotogeniczne i "poszczególne części ciała" są w sumie nawet dobre.
Tymczasem uciekam do moich projektów :P
Trzymajcie się!
M
10 maja 2015
One Shot no.3 i ARki zdjęć kilka
Witajcie!
Zanim przejdę do "normalnego" wstępu, pozwólcie że kogoś Wam przedstawię:
Zanim przejdę do "normalnego" wstępu, pozwólcie że kogoś Wam przedstawię:
W piątek, odebrawszy paczkę od listonosza ( z całą sytuacją wiąże się dość zabawna sytuacja, jako że pan zaskoczył mnie w makijażu typu 'ofiara brutalnego napadu') trzęsącymi się rękami wydobyłam z pudełka tę oto panienkę. Dziewczyna ma na imię Myrtle, przedstawia klacz kuca walijskiego sekcji B, wykonana została w skali 1:9 przez Brigitte Eberl i jest moim pierwszym modelem w skali Traditional. Poza tym jest... Może lepiej wrzucę więcej zdjęć? :P
Na razie pozostawiam Was bez opisu, jako że Myrcia niedługo wyjeżdża na malowanie. Powiem tylko, że żywice to faktycznie zupełnie inna klasa. Trudno znaleźć słowa, żeby ją opisać. Nigdy nie widziałam tak pięknej figurki. "Przymierzałam" się do ARek przez trzy lata, samodzielnie zbierając pieniądze i myślę, że to długie oczekiwanie dodaje walijce jeszcze więcej piękna. Uwielbiam ją! Szkoda tylko, że rodzinka nie czuje mojego zachwytu i ciągle wypomina ile wydałam na to białe ***** :/
Co poza tym? Muszę się pochwalić - opływam w dostatki! Wszystko dlatego, że przyjęto odwołanie co do tej olimpiady historycznej (brakowało mi jednego punktu laureata). Mimo, że nie daje mi to wstępu do liceum (ale i tak dużo punktów, bo konkurs ogólnopolski) to i tak dostałam sporą premię :) Plus, udało mi się także zdobyć nagrody w dwóch innych konkursach. Także spodziewajcie się jakiś nowych nabytków ^^
Przechodząc do tematu głównego - dziś, z racji braku czasu mam dla Was kolejnego one shota. Praca ta pisana była w pocie czoła i w wielkim wzburzenie (naprawdę nie wiedziałam jak się za nią zabrać) na XVI Ogólnopolski Konkurs poświęcony Józefowi Piłsudskiemu. I, ku mojemu ogromnemu zdumieniu, ten konkurs wygrała!
„A więc tak kończy się nasza znajomość…” – pomyślałem.
Była ciepła majowa
noc, a ja właśnie szykowałem się do następnej sekcji – zwykłe wyjęcie serca do
osobnego pochówku oraz wyjęcie mózgu,
który miał zostać dokładnie zbadany, jako że należał do człowieka szczególnie
wybitnego.
Mimo swojej
technicznej prostoty ta operacja miała
być szczególna. Na stole przede mną, przykryte białą płachtą leżało ciało mojego Wodza, pierwszego
wielkiego autorytetu, człowieka, którego zawsze podziwiałem – Józefa Piłsudskiego.
Przez całe jego życie otaczany był przez mnie olbrzymim szacunkiem, a po śmierci przypadł mi
zaszczyt przygotowania go do ostatniej podróży .
- Dobrze pan znał Naczelnika, prawda panie Wiktorze ? –
zapytał stojący obok mnie Józef Laskowski, jeden z pracowników Centrum
Wyszkolenia Sanitarnego. Miał mi pomóc w szybki przeprowadzeniu zabiegu,
ponieważ mózg, żeby zachować swoje właściwości nie może przebywać w ciele
dłużej niż dobę.
- Ponad dwadzieścia lat. – odparłem, myjąc ręce w żelaznym
zlewie. – Kawał czasu, ale nasze pierwsze spotkanie pamiętam tak dobrze, jakby
odbyło się wczoraj… To był szczególnie ciepły sierpień, sam początek
funkcjonowania batalionu. Należałem jeszcze do Związku Strzeleckiego.
Byliśmy
wszyscy „młodzi, durni i chmurni”, pijani jeszcze dumą po naszym pierwszym boju.
Mieliśmy po szesnaście lat, więc czuliśmy się wielce dorośli. Nie lubiliśmy być
zależni od nikogo, każdy chciał być działającym na własną rękę bohaterem,
dowódcą. Ale on zawsze potrafił nam przypomnieć wagę idei za jaką walczyliśmy i
wyrzucić z głowy młodzieńcze fantazje. Nadal widzę go, siedzącego prosto i
dumnie na ogromnym wierzchowcu. Trochę z
boku, ale zawsze na przedzie kolumny, otoczony wiernymi ludźmi. Każdy chciał
być taki jak on…
Umilkłem, pewny że mój monolog znudził rozmówcę. Słuchacz
jednak, przerwawszy czyszczenie narzędzi spoglądał na mnie z zainteresowaniem,
jakby zachęcając do dalszego opowiadania.
- Potem poznaliśmy trudy wojennego życia, a siła i mądrość
Piłsudskiego w trudnych sytuacjach zaczęła jeszcze bardziej nam imponować. –
kontynuowałem. - W bitwie pod Krzywopłotami pierwszy raz zostałem ranny. Nigdy
nie zapomnę tego bólu! Przed oczami majaczyły mi ciemne plamy, a nogi sprawiały
wrażenie oddzielonych od ciała. Na moje nieszczęście wróg dopadł mnie w
głębokim rowie. Moi towarzysze, nie zauważywszy całego zdarzenia, pobiegli
dalej, a ja zostałem sam. Nie miałem siły wołać o pomoc. Już myślałem, że
zostanę w tamtym błocie na zawsze, gdy nagle zamajaczyła nade mną czyjaś twarz.
Wąsata twarz… Na moje narzekania odpowiedział beztrosko „Czego krzyczysz… co noga? A tamtemu głowę
urwało i nie krzyczy, a ty o takie głupstwo!” –uśmiechnąłem się na
wspomnienie tamtej chwili.– Później nasz kontakt urwał się aż do czasu wybuchu wojny z
Bolszewikami.
- Ale został pan ranny już w czerwcu 1919, prawda? –
przerwał Laskowski, zawiązując mój kitel na plecach.
- Niestety. Z tego też powodu w później służyłem tylko w pociągu sanitarnym, gdzie rzadko spotykałem
Naczelnika. Właściwie udało mi się z nim dłużej porozmawiać dopiero w grudniu
1922 roku.
- Po zamachu na
Narutowicza?
- Można to tak określić. Spotkaliśmy się dokładnie 16
grudnia. Informacja o śmierci Narutowicza dotarła do nas w trakcie naszej
rozmowy. – rzekłem, jednocześnie patrząc w okno i zanurzając się w rozbudzone
nagle wspomnienia.
Tak dobrze pamiętałem ten poranek. Pogoda była typowo
późnojesienna. Z bezlistnych drzew
rosnących przy stacji powoli spadały
kryształowe kropelki deszczu, a w powietrzu unosiła się delikatna mgiełka. Do
Sulejówka dojechałem wtedy pociągiem. Pasażerów było bardzo mało, ponieważ
większa część narodu była zajęta braniem udziału w demonstracjach w stolicy.
Jako, że była to pierwsza wizyta w tamtych stronach,
dotarcie do ówczesnej wilii Piłsudskiego, Otrando zajęło mi kilka dobrych
chwil. W końcu jednak na końcu alei ukazała się piętrowa dacza wybudowana w
stylu rosyjskim. Mokry i zmarznięty zapukałem do drzwi.
Tak jak za każdym następnym razem otworzyłam mi druga żona
Marszałka, pani Aleksandra. Przy jej nogach plątały się dziewczynki, wtedy
zaledwie kilkuletnie.
Ten wesoły orszak zaprowadził mnie do mego dawnego dowódcy.
Pamiętam, że siedział na fotelu pod oknem, a na jego
kolanach spoczywał zeszyt. Najwyraźniej coś pisał, lecz na dźwięk naszych
kroków podniósł głowę.
Sporo zmienił się od czasu naszego spotkania, lecz jedna
rzecz pozostała taka sama – wąsy. One nie zmieniały się nigdy.
Ich właściciel, osoba publiczna spotykająca codziennie setki
ludzi rozpoznał mnie nadspodziewanie szybko.
- „Witam pana anatoma!” – odpowiedział na mój ukłon.
–„Cieszę się widząc wreszcie znajomą twarz!
Czy wyleczyłeś pan już rany spod Krzywopłotów?”.
Nie spodziewałem się, że będzie pamiętał o tamtym epizodzie
w rowie, ale myliłem się! To niesamowite, jak świetnie znał każdego, nawet najmniejszego
człowieka!
Rozmowa, najpierw dotycząca moich powojennych losów, a także
uroków nowej siedziby Piłsudskich szybko zeszła na tematy polityczne. Widać
było, że był zadowolony z wyboru prezydenta. Liczył na uspokojenie nastrojów w
państwie.
W świetnych humorach
mieliśmy właśnie zasiadać do obiadu, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi. Po chwili w pokoju pojawiła
się nieco blada pani Piłsudska, wpuszczając do pokoju młodego mężczyznę w
którym rozpoznałem jednego z legionistów, znanego mi z widzenia.
Podszedł do Naczelnika i coś mu powiedział. Piłsudski
spojrzał na niego dziwnie, ruszył wąsami jakby mu nie dowierzał, po czym
jeszcze raz obrzucił posłańca zdziwionym wzrokiem. Następnie wypowiedział na
głos straszne słowa wieści : „Prezydent Narutowicz właśnie został zamordowany.
Ale ja też potrafię w mordę bić”.
Musiałem chyba myśleć na głos, bo usłyszałem stłumiony, ale
serdeczny śmiech mojego współpracownika.
- Widzę, że wszystkie panów spotkania przebiegały w dość..
hm.. niesprzyjających okolicznościach. – powiedział z uśmiechem.
- Niestety to prawda. Rzadko kiedy mieliśmy czas spokojnie
porozmawiać. Ale widywaliśmy się dość często, zwłaszcza ostatnio. I odnoszę
wrażenie, że chyba mnie lubił.
- Cóż, gdyby tak nie było to zapewne nie oddałby swego ciała
w pańskie
ręce, prawda? A propos zwłok – nie chciałbym panu przerywać, zwłaszcza, że
mówił pan bardzo ciekawie, ale chyba należy już zająć się pracą, prawda? –
zagadnął, wskazując na zegarek.
Spojrzałem na cyferblat czasomierza.
- Zdecydowanie się z panem zgadzam. – odparłem. – Doktor
Ross nie byłby zadowolony gdyby z powodu gadulstwa dwóch patologów nie mógł
przeprowadzić eksperymentów. A jeśli tak pana zaciekawiłem, to może wstąpiłby
pan do mnie na podwieczorek. Ma pan wolną niedzielę?
- Nie mam żadnych planów i chętnie skorzystam z pańskiej
propozycji. – uśmiechnął się, jednocześnie ściągając płótno z górnej części
ciała zmarłego.
Spojrzałem w twarz Piłsudskiego. Wiek i naturalne procesy
zachodzące po śmierci zaczynały ją już zmieniać. Jednak jedna rzecz pozostała
znajoma. Wąsy. Wąsy nigdy się nie zmieniały.
Tak, wiem, to jedno z moich najdziwniejszych opowiadań :P Ale mam nadzieję, że się podobało :)
Do napisania!
26 kwietnia 2015
Here comes the Sun(ny) oraz LA!
Witajcie!
Nadal nie mogę w to uwierzyć - pierwszy raz od ponad pół roku miałam WOLNY WEEKEND!! Wolny! Naprawdę! Byłam tak zdziwiona, że przez pół soboty zastanawiałam się, czy na pewno o czymś nie zapomniałam :P
Trzeba przyznać, że był mi bardzo potrzebny. Oddaliwszy wszystkich znajomych (jedyna osoba, z którą miałam ochotę się spotkać poszła sobie gdzieś z "koleżkami" - takie życie) miałam świetny plan pozostania w łóżku przez całe dwa dni.
Niestety, plan miał pewien słaby punkt - nie mieszkam sama. W końcu wylądowałam z książką w najbardziej opuszczonej części pobliskiego parku (na moje nieszczęście tam też, niczym szarańcza rozprzestrzenili się ludzie) i przesiedziałam tam trzy godziny. Taka już jestem - jak coś mnie przerasta to zwyczajnie uciekam (wycieczka-ucieczka jak to niektórzy określają :D). I zawsze dobrze mi to robi. Szkoda tylko, że ludziom tak trudno zrozumieć, że ja nie chcę z nimi przebywać nie dlatego że ich nie kocham/lubię tylko po prostu chcę pobyć sama. Nie rzucam się na szyję, bo taki mam charakter i tak zostałam wychowana.
Oprócz wycieczki-ucieczki udało mi się też wykonać kilka zdjęć Sunny, o której opis prosiła mnie Unique - ale o tym za chwilę.
Jeszcze co do ostatnio wspomnianego konkursu - poszło mi nadspodziewanie dobrze. Zabrakło mi... jednego punktu do laureata! Znowu (to samo było w zeszłym miesiącu z olimpiadą z angielskiego!)... Krew mnie zalała!! Niestety tym razem nie przyszedł mi z pomocą Książę Bez Białego Konia ;/
Tymczasem znowu została nominowana do LA , za co dziękuję, bo w sumie bardzo lubię odpowiadać na dobrze zadane pytania. Osobiście nominuję wszystkich, którzy chcą napisać 11 niepublikowanych faktów o sobie.
Pierwsza nominacja od Julii Brzezińskiej. (Sophijka niestety nie odpowie, bo już nie prowadzi bloga).
1. Boisz się jumpscare z FNAFa? (jak nie wiesz o co chodzi obejrzyj na yt)
2. Komu pierwszemu powiedziałaś, że prowadzisz bloga (o ile powiedziałaś)?
4. Jaki film ostatnio oglądałaś?
5. Jaką książkę obecnie czytasz?
8. Co sądzisz o modelach AR?
9. Co sądzisz o customach?
10. Dlaczego prowadzisz bloga na tej, a nie innej platformie?
11. Hobby oprócz modeli?
Nadal nie mogę w to uwierzyć - pierwszy raz od ponad pół roku miałam WOLNY WEEKEND!! Wolny! Naprawdę! Byłam tak zdziwiona, że przez pół soboty zastanawiałam się, czy na pewno o czymś nie zapomniałam :P
Trzeba przyznać, że był mi bardzo potrzebny. Oddaliwszy wszystkich znajomych (jedyna osoba, z którą miałam ochotę się spotkać poszła sobie gdzieś z "koleżkami" - takie życie) miałam świetny plan pozostania w łóżku przez całe dwa dni.
Niestety, plan miał pewien słaby punkt - nie mieszkam sama. W końcu wylądowałam z książką w najbardziej opuszczonej części pobliskiego parku (na moje nieszczęście tam też, niczym szarańcza rozprzestrzenili się ludzie) i przesiedziałam tam trzy godziny. Taka już jestem - jak coś mnie przerasta to zwyczajnie uciekam (wycieczka-ucieczka jak to niektórzy określają :D). I zawsze dobrze mi to robi. Szkoda tylko, że ludziom tak trudno zrozumieć, że ja nie chcę z nimi przebywać nie dlatego że ich nie kocham/lubię tylko po prostu chcę pobyć sama. Nie rzucam się na szyję, bo taki mam charakter i tak zostałam wychowana.
Oprócz wycieczki-ucieczki udało mi się też wykonać kilka zdjęć Sunny, o której opis prosiła mnie Unique - ale o tym za chwilę.
Jeszcze co do ostatnio wspomnianego konkursu - poszło mi nadspodziewanie dobrze. Zabrakło mi... jednego punktu do laureata! Znowu (to samo było w zeszłym miesiącu z olimpiadą z angielskiego!)... Krew mnie zalała!! Niestety tym razem nie przyszedł mi z pomocą Książę Bez Białego Konia ;/
Tymczasem znowu została nominowana do LA , za co dziękuję, bo w sumie bardzo lubię odpowiadać na dobrze zadane pytania. Osobiście nominuję wszystkich, którzy chcą napisać 11 niepublikowanych faktów o sobie.
Pierwsza nominacja od Julii Brzezińskiej. (Sophijka niestety nie odpowie, bo już nie prowadzi bloga).
1. Boisz się jumpscare z FNAFa? (jak nie wiesz o co chodzi obejrzyj na yt)
Obejrzałam specjalnie dla Ciebie i szczerze to nie wiem, czego można się w nim bać. Naoglądałam i naczytałam się już tyle o seryjnych mordercach, pedofilach, ekshumacjach i sekcjach (nie mówiąc już horrorach), że takie rzeczy nie robią na mnie wrażenia ;)
Sophijce (bo zakładałyśmy go razem :P)
3. Ruffian czy Secretariat? (musiałam xd)
Ruffian ma przejmującą historię, ale ja jestem niewzruszona (coraz częściej to słyszę!), więc raczej Sekretarz.
4. Jaki film ostatnio oglądałaś?
"Diana" z Naomi Watts. Takie tam (ale aktor przystojny ^^)
5. Jaką książkę obecnie czytasz?
Niech się zastanowię...
- Pani Bovary Gustawa Flauberta (strasznie długo się rozkręca, ale się zawzięłam)
- Zamek Franza Kafki (dziwne, ale dobre)
- Pan Wołodyjowski (lektura)
- W poszukiwaniu utraconego czasu Marcela Prousta (długie, ale rewelacyjne!)
Chyba tyle.
6. Ulubiona firma modeli?
Breyer
7. Jak myślisz, czy za rok będziesz dalej prowadziła tego bloga?
Szczerze - nie mam pojęcia. Nie wiem, jak będę dawała sobie radę po czerwcu.
8. Co sądzisz o modelach AR?
Patrząc na zdjęcia uważam, że są świetne, lepsze od tych masowo produkowanych (tylko cena, ach ta cena!), jednak pełną opinię wydam, jak przyjedzie do mnie moja AReczka.
9. Co sądzisz o customach?
Mam 7 z czterech różnych źrodeł, więc mogę się wypowiadać. Cóż, sądzę, że (zwykle) są jednak ich malowanie jest zdecydowanie lepsze niż to, z jakim były na początku ( wyjątkiem są moje autorskie "syfki" :P). No ale wiadomo - żeby były dobre muszą być dobrze zrobione.
10. Dlaczego prowadzisz bloga na tej, a nie innej platformie?
Została mi polecona.
11. Hobby oprócz modeli?
Czytanie, pływanie z monopłetwą, oglądanie seriali, pisanie psychicznych opowiadań pełnych krwi, składanie filmików, fotografia itd itp...
Druga nominacja od Hirtlandzi Es.
1. Co Cię wciągnęło i dlaczego kolekcjonujesz modele, niekoniecznie koni ?
Już kiedyś o tym pisałam, ale napiszę jeszcze raz. Zaczęłam zbierać w 2009 roku. Wtedy za każdą lekcję znienawidzonej gry na pianinie dostawałam jednego Schleicha. Potem babcia przestała kupować figurki, a konie poszły na strych. Reaktywacja nastąpiła w maju 2012, kiedy znalazłam filmiki o Schleichach na YT.
2. Od kiedy i dlaczego prowadzisz bloga ?
Pierwszą notkę opublikowałam 13 lipca 2013 roku. Bloga prowadzę bo a) muszę mieć w swoim grafiku takie rzeczy, które zawsze robię ( pisanie notki weekend), b) dla zdrowia psychicznego muszę się "wypisać", c) mam nadzieję, że komuś czytanie mojej pisaniny sprawia przyjemność
3. Ulubione zwierzę prócz koni ? :P (możesz wymienić max. 5 ;p)
Tylko 5? Cóż:
- wszystkie walenie
- wszystkie sireny
- psy
- szczury
- tapiry <3
4. Czy jakbyś miał/miała możliwość spotkałabyś się ze mną ?
W sumie czemu nie?
5. Od kiedy kolekcjonujesz modele ?
Odsyłam do pierwszego pytania :)
6. Co sądzisz o moim blogu ? (musiałam xD)
Lubię go, jest na zdecydowanie lepszym poziomie niż "średni blog krajowy".
7. Ulubiona firma modeli ?
Breyer
8. O czym najbardziej lubisz czytać na blogach ?
Lubię ciekawe opowiadania (niekoniecznie o koniach), recenzje książek/filmów, sesje fotograficzne...
9. Ulubiony film/serial ? (wymień max.3)
To zbrodnia wymieniać tylko trzy! I 50 to mało!
- Sherlock BBC
- Wielki Gatsby
- Gra o tron
10. Ulubiony aktor/aktorka ?
Nie da się tak po prostu wybrać! Ale jest pewna pani, na której punkcie mam obsesję - Elizabeth Debicki. W Gatsbym nie mogę oderwać od niej oczu. Owszem, widziałam lepsze aktorki, ładniejsze kobiety, ale ona ma to COŚ!
11. Lubisz być nominowanym i ile razy byłeś/aś ? :)
.Lubię (byle nie zbyt często). Licząc te nominacje nominowana byłam siedem (lub więcej) razy.
Przejdźmy do tematu głównego. Dziś, jak już mówiłam, nietypowo - opis klaczy, która przyjechała do mnie ponad dwa lata temu. Trzeba przyznać, że jej zakup był przedsięwzięciem dość ryzykownym ( sprowadzona wprost z US wraz z Jesterem i Little Texasem), ale ani przez chwilę nie tego nie żałowałam. Zresztą, zaraz sami zobaczycie, że była warta wydanych na nią pieniędzy! Przed Wami Sunny!
Już kiedyś o tym pisałam, ale napiszę jeszcze raz. Zaczęłam zbierać w 2009 roku. Wtedy za każdą lekcję znienawidzonej gry na pianinie dostawałam jednego Schleicha. Potem babcia przestała kupować figurki, a konie poszły na strych. Reaktywacja nastąpiła w maju 2012, kiedy znalazłam filmiki o Schleichach na YT.
2. Od kiedy i dlaczego prowadzisz bloga ?
Pierwszą notkę opublikowałam 13 lipca 2013 roku. Bloga prowadzę bo a) muszę mieć w swoim grafiku takie rzeczy, które zawsze robię ( pisanie notki weekend), b) dla zdrowia psychicznego muszę się "wypisać", c) mam nadzieję, że komuś czytanie mojej pisaniny sprawia przyjemność
3. Ulubione zwierzę prócz koni ? :P (możesz wymienić max. 5 ;p)
Tylko 5? Cóż:
- wszystkie walenie
- wszystkie sireny
- psy
- szczury
- tapiry <3
4. Czy jakbyś miał/miała możliwość spotkałabyś się ze mną ?
W sumie czemu nie?
5. Od kiedy kolekcjonujesz modele ?
Odsyłam do pierwszego pytania :)
6. Co sądzisz o moim blogu ? (musiałam xD)
Lubię go, jest na zdecydowanie lepszym poziomie niż "średni blog krajowy".
7. Ulubiona firma modeli ?
Breyer
8. O czym najbardziej lubisz czytać na blogach ?
Lubię ciekawe opowiadania (niekoniecznie o koniach), recenzje książek/filmów, sesje fotograficzne...
9. Ulubiony film/serial ? (wymień max.3)
To zbrodnia wymieniać tylko trzy! I 50 to mało!
- Sherlock BBC
- Wielki Gatsby
- Gra o tron
10. Ulubiony aktor/aktorka ?
Nie da się tak po prostu wybrać! Ale jest pewna pani, na której punkcie mam obsesję - Elizabeth Debicki. W Gatsbym nie mogę oderwać od niej oczu. Owszem, widziałam lepsze aktorki, ładniejsze kobiety, ale ona ma to COŚ!
11. Lubisz być nominowanym i ile razy byłeś/aś ? :)
.Lubię (byle nie zbyt często). Licząc te nominacje nominowana byłam siedem (lub więcej) razy.
Przejdźmy do tematu głównego. Dziś, jak już mówiłam, nietypowo - opis klaczy, która przyjechała do mnie ponad dwa lata temu. Trzeba przyznać, że jej zakup był przedsięwzięciem dość ryzykownym ( sprowadzona wprost z US wraz z Jesterem i Little Texasem), ale ani przez chwilę nie tego nie żałowałam. Zresztą, zaraz sami zobaczycie, że była warta wydanych na nią pieniędzy! Przed Wami Sunny!
Sunny jako jedna z pięciu wersji malowania na moldzie Weather Girl (autorstwa Brigitte Eberl) była częścią programu "Treasure Hunt", który odbywał się w 2011 roku. Należało zebrać 3 figurki ( wszystkie na tym moldzie), aby czwartą ( dalej ten sam mold) otrzymać za darmo. Po zakończeniu akcji mold został wycofany aż do 2016 roku.
Zawsze uwielbiałam arabki pani Eberl, a Sunny jest moim zdaniem jednym z najlepszych dzieł, jakie wykonała dla Breyera. Rzeźba jest boska! Osobiście ( nie jestem ekspertem) nie widzę absolutnie żadnych błędów anatomicznych! Proporcje są wręcz idealne. Niektórym może przeszkadzać dość mocny rysunek mięśni, ale IMHO sprawia on, że model jest bardzo naturalny. Nie brakuje też tak uwielbianych przeze mnie fałdek, zmarszczek i żyłek. Szczególnie dokładnie wykonano głowę i bardzo umięśnione nóżki ( mnie najbardziej wzruszają drobne zmarszczenia na wyciągniętej nodze). Oczywiście nie brakuje kasztanów, strzałek na wszystkich kopytach, a także, co rzadkie, zaznaczonych sutków i podogonia. Co ciekawe, klacz ma bardzo duży brzuch, przez co sprawia wrażenie źrebnej.
Szczególnie dokładnie wykonano głowę i bardzo umięśnione nóżki ( mnie najbardziej wzruszają drobne zmarszczenia na wyciągniętej nodze). Oczywiście nie brakuje kasztanów, strzałek na wszystkich kopytach, a także, co rzadkie, zaznaczonych sutków i podogonia. Co ciekawe, klacz ma bardzo duży brzuch, przez co sprawia wrażenie źrebnej.
Koń przedstawiony jest w lekkim, pełnym gracji kłusie. Ogon i grzywa są rozwiane, lecz mimo specyficznej pozy wyglądają naturalnie. Uwielbiam jej ruchliwe uszy i głębokie spojrzenie.
Mimo wyjątkowo "arabskiej" budowy Sunny nie może być wystawiana w pokazach koni arabskich -dyskwalifikuje ją nieprzepisowa maść.
Co do umaszczenia - malowanie ( jak na model OF) jest również bardzo udane. Jej izabelowaty odcień mam delikatny poblask, który wbrew pozorom nie sprawia wrażenia sztucznego. Grzywa, odmiany i ogon to czysta, niczym niepomalowana masa. Najlepiej pomalowano oczy - białka mają piękny, jasnoróżowy odcień
Podsumowując - model jest według mnie jednym z najlepszych Tradów oferowanych przez firmę Breyer. Uroda Słoneczka jest wprost niesamowita i mimo upływu czasu nie przestała mnie zachwycać! Powiedziałabym, że polecam jej zakup, ale.... No właśnie, Weather Girls kosztują dziś około 300 zł i co gorsze bardzo trudno je dostać. Moim zdaniem bardziej opłaca się poczekać do końca roku i kupić ten cudny mold w normalnej cenie. ( Od razu jednak ostrzegam - dziewczyna robi w stadzie zamieszanie porównywalne do tego, które powstało po przybyciu Wenus na Olimp).
( Little Texas z panią swego serca)
Co do zdjęć - mam mnóstwo ujęć Sunny z 2012 roku i to one miały być wykorzystane w tym poście. Jednego, po ich oglądnięciu stwierdziłam, że poziom moich fotografii bardzo się zmienił i lepiej będzie jak skorzystam z pięknej pogody i zrobię nową sesję ;)
Na dziś to tyle - muszę wreszcie zacząć pakować się na jutrzejszą wycieczkę.
Miłego tygodnia!
M
Na dziś to tyle - muszę wreszcie zacząć pakować się na jutrzejszą wycieczkę.
Miłego tygodnia!
M
Subskrybuj:
Posty (Atom)












.jpg)