Witajcie!
Od czego by tu zacząć...
Jak już wcześniej pisałam obawiam się, że w tym roku szkolnym nie będzie już tak regularnych postów. Dlaczego? Po pierwsze nauka i przeróżne obowiązki, które rozmnożyły się w sposób nadspodziewanie szybki. Po drugie... No właśnie. Patrząc na siebie sprzed roku czy dwóch i teraz zauważam pewne różnice w wyborze priorytetów. Po prostu doszłam do wniosku, że czasami wolę porobić coś innego niż pisanie notek. Ale nie martwcie się, póki co nie zamierzam Was opuszczać - blogowanie sprawia mi zbyt wielką przyjemność! ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
20 września 2015
3 września 2015
Krótka rzecz o powrotach...
Cześć!
Wrzesień... Miesiąc przez niektórych znienawidzony, przez niektórych lubiany, a przez jeszcze innych przyjmowany ze stoickim spokojem...
Osobiście jak zwykle jestem przerażona liczbą rzeczy które miałam zrobić, a oczywiście mi się nie udało ( jak na przykład uzupełnienie zakładek na DTS czy rozwiązanie testów z chemii :P). Niemniej wypoczynek uważam za udany - oderwałam się od szarej codzienności i zapomniałam o problemach(mam nadzieję, że Wy również ;). Ale niestety - od chwili powrotu do domu wszystko wróciło (BTW, Aredhel dostałaś maila?). Plus jako, że właśnie rozpoczęłam ostatnią, najważniejszą klasę tempo pracy już staje się oszołamiające (z tego też powodu post jest ciut spóźniony i muszę ostrzec, że takie rzeczy będą chyba zdarzać się coraz częściej) i wymaga bestialskiego porannego wstawania, do którego niestety muszę z powrotem się przyzwyczaić :/. Jak to mówią - powrót po urlopie zawsze najtrudniejszy.Trzymam więc kciuki za wszystkich powracających!
Wrzesień... Miesiąc przez niektórych znienawidzony, przez niektórych lubiany, a przez jeszcze innych przyjmowany ze stoickim spokojem...
Osobiście jak zwykle jestem przerażona liczbą rzeczy które miałam zrobić, a oczywiście mi się nie udało ( jak na przykład uzupełnienie zakładek na DTS czy rozwiązanie testów z chemii :P). Niemniej wypoczynek uważam za udany - oderwałam się od szarej codzienności i zapomniałam o problemach(mam nadzieję, że Wy również ;). Ale niestety - od chwili powrotu do domu wszystko wróciło (BTW, Aredhel dostałaś maila?). Plus jako, że właśnie rozpoczęłam ostatnią, najważniejszą klasę tempo pracy już staje się oszołamiające (z tego też powodu post jest ciut spóźniony i muszę ostrzec, że takie rzeczy będą chyba zdarzać się coraz częściej) i wymaga bestialskiego porannego wstawania, do którego niestety muszę z powrotem się przyzwyczaić :/. Jak to mówią - powrót po urlopie zawsze najtrudniejszy.Trzymam więc kciuki za wszystkich powracających!
20 sierpnia 2015
Este es el Padré! (+ wycieczka w Polskę i esej dla chętnych)
Cześć wszystkim!
Uprzedzam, że dziś zapowiada się niezmiernie długi, bo aż trzyczęściowy post. Wszystko dlatego, że w wakacje tak dużo się dzieje! Po pierwsze - jak co roku o tej porze odbyłam podróż "w Polskę". W tym roku padło na Podkarpacie.
Uprzedzam, że dziś zapowiada się niezmiernie długi, bo aż trzyczęściowy post. Wszystko dlatego, że w wakacje tak dużo się dzieje! Po pierwsze - jak co roku o tej porze odbyłam podróż "w Polskę". W tym roku padło na Podkarpacie.
13 sierpnia 2015
Bonnie, Clyde i nie tylko
Dzień dobry!
Jak to się dzieje, że wakacyjny czas tak szybko biegnie?
Pewnie wszystko dlatego, że mam teraz tyle przeróżnych zajęć! Naprawdę nie wiem, jak ktokolwiek może narzekać na nudę - jest tak wiele ciekawych książek i filmów, a letnie miesiące to jedyny czas kiedy mogę sobie pozwolić na nieograniczone czytanie i oglądanie. Coraz lepiej idzie mi też strzelanie z łuku ( ostatnio mało brakowało, a byłoby po kurze sąsiadów :P). Nałożyłam już kilka pierwszych warstw pasteli na classica, nad którym aktualnie pracuję - zobaczymy, co dalej z tego wyniknie. Poza tym ciągle przyjeżdżają do mnie paczki z nowymi lokatorami stadniny, więc spodziewajcie się opisów ;) Oprócz tego sporo czasu przeznaczam również na pisanie (zresztą za chwilę będziecie mogli się o tym przekonać) i składanie nowych filmików. Innymi słowy - wszelkie odkładane przez ostatnie dziesięć miesięcy prace idą pełną parą!
Jak to się dzieje, że wakacyjny czas tak szybko biegnie?
Pewnie wszystko dlatego, że mam teraz tyle przeróżnych zajęć! Naprawdę nie wiem, jak ktokolwiek może narzekać na nudę - jest tak wiele ciekawych książek i filmów, a letnie miesiące to jedyny czas kiedy mogę sobie pozwolić na nieograniczone czytanie i oglądanie. Coraz lepiej idzie mi też strzelanie z łuku ( ostatnio mało brakowało, a byłoby po kurze sąsiadów :P). Nałożyłam już kilka pierwszych warstw pasteli na classica, nad którym aktualnie pracuję - zobaczymy, co dalej z tego wyniknie. Poza tym ciągle przyjeżdżają do mnie paczki z nowymi lokatorami stadniny, więc spodziewajcie się opisów ;) Oprócz tego sporo czasu przeznaczam również na pisanie (zresztą za chwilę będziecie mogli się o tym przekonać) i składanie nowych filmików. Innymi słowy - wszelkie odkładane przez ostatnie dziesięć miesięcy prace idą pełną parą!
5 sierpnia 2015
Kilka słów o ewolucji (oraz WYNIKI CANDY i następne banery)
Hej wszystkim!
Wakacje w pełni, ale szkoła już daje o sobie znać. Kilka dni temu ogłoszono tematy olimpiad i konkursów przedmiotowych, co niestety nie uszło uwadze moich nauczycieli, którzy już zaczęli słać maile, że " to w ich przedmiocie mam największe szanse". Cóż, doświadczona pięcioma latami udziałów w podobnych przedsięwzięciach będę musiała zadecydować, co wybrać w tym najważniejszym, ostatnim roku. A podejmowanie decyzji to coś, czego najbardziej nie lubię.
Wakacje w pełni, ale szkoła już daje o sobie znać. Kilka dni temu ogłoszono tematy olimpiad i konkursów przedmiotowych, co niestety nie uszło uwadze moich nauczycieli, którzy już zaczęli słać maile, że " to w ich przedmiocie mam największe szanse". Cóż, doświadczona pięcioma latami udziałów w podobnych przedsięwzięciach będę musiała zadecydować, co wybrać w tym najważniejszym, ostatnim roku. A podejmowanie decyzji to coś, czego najbardziej nie lubię.
29 lipca 2015
Alexis (oraz górskie klimaty)
Dzień dobry!
Lato w pełni - ostatnie upały pewnie dały Wam w kość, prawda? O dziwo, mnie, osobie niezwykle "ciepłolubnej" również. A wszystko dzięki mojej Mamie (pozdrawiam, żywiąc jednakże cichą nadzieję, że tego nie czytasz :*), która od wielu już lat stara się przekonać mnie, że góry są lepsze od morza. A ja uparcie pozostaję nie przekonana! Co nie znaczy, że nie lubię górskich wędrówek ;)
Lato w pełni - ostatnie upały pewnie dały Wam w kość, prawda? O dziwo, mnie, osobie niezwykle "ciepłolubnej" również. A wszystko dzięki mojej Mamie (pozdrawiam, żywiąc jednakże cichą nadzieję, że tego nie czytasz :*), która od wielu już lat stara się przekonać mnie, że góry są lepsze od morza. A ja uparcie pozostaję nie przekonana! Co nie znaczy, że nie lubię górskich wędrówek ;)
21 lipca 2015
Rozdział XV, LA, Candy, podróże, etc...
Cześć wszystkim!
Pewnie zastanawialiście się, co też mi się stało? :) Złamałam swoją żelazną zasadę cotygodniowego dodawania postów... Bardzo przepraszam, ale niestety takie są uroki wakacji. Ostatnio żyję całkowicie i kompletnie "na walizkach" - w domu nie bywam dłużej niż 24 godziny.
Jakiś czas temu wróciłam z Trójmiasta ( może nie będę się rozpisywać na temat zabytków, bo w tym roku dość mało zwiedzałam - w końcu byłam tam już dziesiąty raz z rzędu):
Jakiś czas temu wróciłam z Trójmiasta ( może nie będę się rozpisywać na temat zabytków, bo w tym roku dość mało zwiedzałam - w końcu byłam tam już dziesiąty raz z rzędu):
5 lipca 2015
Shouka oraz CANDY Z OKAZJI DRUGICH URODZIN BLOGA!
Dzień dobry!
Ostrzegam, że dzisiejsza notka będzie dość niezorganizowana. Może zacznijmy od najważniejszego?
Zgłaszać można się do dnia 31.07 (włącznie). Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania w pierwszych dniach sierpnia. Nagrodą będzie figurka (prawdopodobnie limitowany Schleich) i tradycyjnie niespodzianka związana z waleniami ^^
Co do wakacji - osobiście jak zwykle robię się jeszcze bardziej leniwa i antyspołeczna. Ale w sumie stwierdzam, że takie dwa miesiące, podczas których kompletnie ucinam wszelkie kontakty ze światem rzeczywistym i całkowicie oddaję się książkom (aktualnie, oprócz kilku innych pozycji, kończę "Zbrodnię i karę" i muszę powiedzieć, że jestem zafascynowana Dostojewskim!). A w przerwach między czytaniem, pływaniem, oglądaniem skoków na Eurosporcie i spaniem robię to, co lubię najbardziej:
Ostrzegam, że dzisiejsza notka będzie dość niezorganizowana. Może zacznijmy od najważniejszego?
(zdjęcia na banerze mojego autorstwa)
Tak jest, Deterrasomni tydzień temu stuknęły dwa lata (czas leci...)! Tak samo jak w zeszłym roku postanowiłam uczcić to rozdawajką, na którą serdecznie wszystkich zapraszam!
Zasady są następujące:
1. Należy skopiować powyższy baner i wkleić na swoją stronę/bloga wraz z linkiem do tego posta.
2. Napisać pod tą notką, że bierze się udział i wrzucić w komentarz link do miejsca, gdzie wkleiło się baner.
Co do wakacji - osobiście jak zwykle robię się jeszcze bardziej leniwa i antyspołeczna. Ale w sumie stwierdzam, że takie dwa miesiące, podczas których kompletnie ucinam wszelkie kontakty ze światem rzeczywistym i całkowicie oddaję się książkom (aktualnie, oprócz kilku innych pozycji, kończę "Zbrodnię i karę" i muszę powiedzieć, że jestem zafascynowana Dostojewskim!). A w przerwach między czytaniem, pływaniem, oglądaniem skoków na Eurosporcie i spaniem robię to, co lubię najbardziej:
( na drugim zdjęciu oczywiście również figurka - nie ma to jak wodoodporny aparat ;)
A propo orek właśnie - dziś przygotowałam dla Was kilka ciekawostek o następnej z mieszkanek Seaworld California - Shouce!
Podstawowe informacje:
Płeć - samica
Rodzice - Sharkane*, Kim II*
Data urodzenia - 25 lutego 1993
Miejsce urodzenia - Marineland Antibes (najpiękniejsze miejsce na świecie - przyp.red. :P)
Miejsce przebywania - Seaworld California
Znaczenie imienia - "jedyne piękno" w języku plemienia Inuktitut
Narodziny Shouki zapisały się w historii jako pierwszy udany odchów w Europie. Wychowywana była w kochającej rodzinie, otoczona opieką matki, troskliwego ojca oraz drugiej z dorosłych samic, niedawno zmarłej Freyi*. W 1996 roku urodził się jej półbrat Valentin, a w kolejnych latach w parku pojawiły się następne cielaki Sharkane* - samiczka Wikie i samczyk Inouk. Dzięki temu Shouka zyskała nowych towarzyszy zabaw. Jej szczęście nie trwało jednak długo. W 2002 roku przeniesiono ją do amerykańskiego Six Flags Discovery Kingdom. Zarząd jej nowego domu chciał sprowadzić dla niej argentyńskiego samca Kshamenka z Mundo Marino, ale rząd Argentyny nie wyraził na to zgody. Samica została więc w dość dużym basenie w towarzystwie jedynie delfinów butlonosych ( jej najlepszym przyjacielem stał się 20-letni Merlin), z którymi dobrze się dogadywała. Wszystko zmieniło się w 2011, kiedy to zaczęła przejawiać agresję w stosunku do swoich współlokatorów, co zaowocowało ich odseparowaniem. Samotna, sfrustrowana orka zaatakowała wtedy trenera. W końcu całą tą sytuacją zajął się stan Kalifornia (według tamtejszego prawa orki, jako zwierzęta bardzo społeczne, nie mogą być trzymane w samotności). W 2012 roku, po 10 latach życia bez innych przedstawicieli swojego gatunku, przybyła do San Diego. Obecnie pozostaje w dobrych stosunkach z każdym z członków tamtejszego wielkiego stada i nie wykazuje już agresji. W nowym domu rozkwitła, okazując się przyjacielską i energiczną pupilką trenerów. Znana ze swoich fantastycznych, niezwykle wysokich skoków. Seaworld ma nadzieję na uzyskanie od niej potomstwa w najbliższych latach.
Shouka to piękna, dorodna samica. Ma bardzo symetryczne plamki oczne, a jej płetwa grzbietowa jest lekko przechylona w prawo. Górna szczęka jest tej samej długości co dolna. Przyjaźni się z Kalią, spędza dużo czasu z Keetem.
zdjęcia - orcahome
info - orcinus.pl, orcapod.wikia, sandiegofreepress.org
Lecę na plażę!
Powodzenia w Candy :)
M
24 czerwca 2015
One shot, spotkanie modelowe i kilka innych spraw....
Hej!
Dziś mamy duuużo spraw do załatwienia. Po pierwsze - w zeszłą sobotę miałam niezwykłą przyjemność spotkać się z Metalfish i NAF, znane Wam zapewne z forum Modele Koni. Dziewczyny przywiozły ze sobą kilka naprawdę świetnych modeli, którym z przyjemnością przyjrzałam się na żywo ( w ogóle wspólnie zorganizowane jedzenie również było bardzo zacne!) i przede wszystkim przywiozły siebie - dwie pozytywnie zakręcone osóbki. Wreszcie mogłam z kimś porozmawiać jak "modelarz z modelarzem". Wielkie dzięki za to spotkanie ( ci co nie byli niech żałują ;)! Mam nadzieję, że uda nam się je kiedyś powtórzyć ;)
Dziś mamy duuużo spraw do załatwienia. Po pierwsze - w zeszłą sobotę miałam niezwykłą przyjemność spotkać się z Metalfish i NAF, znane Wam zapewne z forum Modele Koni. Dziewczyny przywiozły ze sobą kilka naprawdę świetnych modeli, którym z przyjemnością przyjrzałam się na żywo ( w ogóle wspólnie zorganizowane jedzenie również było bardzo zacne!) i przede wszystkim przywiozły siebie - dwie pozytywnie zakręcone osóbki. Wreszcie mogłam z kimś porozmawiać jak "modelarz z modelarzem". Wielkie dzięki za to spotkanie ( ci co nie byli niech żałują ;)! Mam nadzieję, że uda nam się je kiedyś powtórzyć ;)
Niestety, w tą samą sobotę otrzymałam również bardzo przykrą wiadomość, z której dalej nie mogę się otrząsnąć. Odeszła przewodniczka stada z Marineland Antibes - Freya. Była jedną z moich ulubionych orek - stanowcza, czasami trudna ale pełna piękna i wdzięku. Miała 32 lata i od pewnego czasu chorowała. Tak dobrze pamiętam ją z zeszłorocznej wizyty w Antibes! Miałam nadzieję, że jeszcze kiedyś ją zobaczę. Niestety, nie zdążyłam...
źródło - orcahome.de
Z ogłoszeń - czy zdajecie sobie sprawę, że to ostatni post w tym roku szkolnym? Mój wakacyjny grafik jest napięty do granic możliwości - i niestety raczej nie przewiduje dobrego dostępu do internetu :/ Cóż - zobaczę jak to zorganizuję. Druga sprawa - szykujcie się na jakiś konkurs ^^ A po trzecie - muszę się Wam przyznać, że ostatnio szaleję modelowo-zakupowo. Efekty tego wariactwa zobaczycie już wkrótce ;)
Aha - mam ważne pytanie. Jak może niektórzy wiedzą obecnie pasjami piszę eseje ( tak przynajmniej twierdzi moja polonistka :P). Bylibyście ewentualnie zainteresowani ??
Z chęcią uraczyłabym Was również swego rodzaju fanfikami związanymi z prozą Fitzgeralda oraz Dostojewskiego ( szczególnie Zbrodnią i karą) :) Tylko nie wiem, czy wszyscy czytali oryginały.
Póki co mam dla Was następnego one shota. Nie wiem, czy będzie Wam się podobał bo wyszedł taki trochę w stylu Kafki, no i mogłam go jeszcze dopracować :P Niemniej miłego czytania! ( zawiera śmierć i trochę drastycznych scen)
Poranek był ciepły. Jasne, zalane światłem niebo grubą linią
odcinało się od pasiastych dachów płóciennych namiotów The John Robinson
Circus.
Obok jednego z nich stało właśnie pięciu potężnie
zbudowanych, czarnoskórych mężczyzn.
Nonszalancko oparci o stojące obok słupki w milczącej zadumie żuli źdźbła
trawy, beztrosko gwiżdżąc jakąś wymyśloną naprędce melodię. Swój senny wzrok
zatrzymali na szóstym z towarzyszy – młodym, chudym chłopaku, kulącym się na
ziemi. Nastolatek próbował wbić gwóźdź w twardą glebę. Niestety, wydawało się
że jego wysiłki nie zdadzą się na wiele, co niesłychanie bawiło resztę
kompanii.
Nagle coś przerwało sielski spokój budzącego się dnia.
Robotnicy podnieśli głowy, zainteresowani zgrzytem skórzanych butów na żwirowej
ścieżce. To, co ujrzeli zdziwiło ich na tyle, że zdecydowali się przerwać
monotonne gwizdanie.
Widok faktycznie nie był zwyczajny. Ku leniwej grupce
zbliżała się zwarta brygada pięciu białych policjantów. Ich odznaki lśniły w
blasku wschodzącego słońca – tak samo jak ich świeżo wypastowane obuwie. Na
twarzach tych młodych bogów malował się wyraz determinacji i pewności siebie.
- Komisariat w Duluth. – wypluł z siebie najstarszy z nich, prawdopodobnie
najwyższy rangą. – Clayton, Jackson, McGhie - pójdziecie z nami. – dodał.
- A to dłaczego? – wyseplenił najstarszy z cyrkowców.
- Jesteście oskarżeni, mamy nakaz aresztowania. – odparł z pełnym
złośliwej satysfakcji uśmiechem młodszy z oficerów. – Szybciej, nie ma się co
ociągać!
Poprowadzono ich szarymi ulicami do bólu zwyczajnego miasta.
Niezwykle zwykli ludzie wyglądali z okien, posyłając im dziwne spojrzenia.
Nawet stojące w bramach konie wydawały im się teraz drwiącymi z nich
szkapinami.
- Co się stało? Co zrobiliśmy? Panie władzo, o co chodzi? –
padały pytania oskarżonych.
Ale nikt nie raczył udzielić odpowiedzi.
Po piętnastominutowej przechadzce dotarli do siedziby
miejscowej policji. Budynek ten niestety nie miał nic wspólnego z czystością
ubioru funkcjonariuszy. Cele, do których zaprowadzono aresztowanych były
brudne, śmierdzące i do tego źle zabezpieczone. Mimo tego ostatniego faktu
żaden z więźniów nie starał się wyjść z zamknięcia, jakby przejście przez
miasto pozbawiło ich ochoty do walki z niedorzecznością dzisiejszych zdarzeń.
Usiedli więc na swych siennikach i oddali się rozmyślaniom, czasami jednak
próbując nawiązać jakiś kontakt z policjantami.
Dzień zmierzał już ku końcowi, a aresztanci nadal nie
wiedzieli jaki wyrok odsiadują. Zrezygnowani, zaniechali pytań i postanowili
spokojnie poczekać na rozwój wypadków.
Wtem usłyszeli jakiś hałas na ulicy. Zaciekawieni podeszli
do krat.
- Co się dzieje? Wszystko w porządku? – zapytał najmłodszy z
osadzonych, Jackson.
Zamiast odpowiedzi usłyszeli nieprzyjemny huk tłuczonej
szyby. Krzyki zgromadzonych na zewnątrz ludzi wzmagały się.
Nagle umysł Jacksona zaczął pracować na najwyższych
obrotach.
- Panie Władzo, nie chcecie chyba powiedzieć, że… Ale chyba
nas nie wydacie? Cele są zamknięte, prawda?
Jego pytania zagłuszył trzask pękających drzwi oraz ryk
wdzierającego się do środka tłumu jednakowych farmerów – białych, barczystych i
bezlitosnych.
Jeden z oficerów próbował im coś tłumaczyć, żywo przy tym
gestykulując. Został jednak natychmiast brutalnie odepchnięty na bok, co
skutecznie zniechęciło go do jakiejkolwiek rozmowy.
Tymczasem tłum skierował się do pierwszych trzech cel. Kraty
nie stanowiły żadnego problemu dla wideł i motyk. Już po kilku sekundach
McGhie, Clayton i Jackson zostali wywleczeni na zewnątrz budynku. Pchnięto ich
pod ścianę.
- Oto zbrodniarze! Ci trzej napadli niewinną dziewczynkę! Ci
trzej obdarli jej duszyczkę z niewinności!- wykrzykiwał charyzmatyczny blondyn w średnim
wieku, najwyraźniej przywódca tłumu. – I co my z tym zrobimy? – wskazał palcem na
domniemanych kryminalistów.
- Ukarzemy! – ryknęła tłuszcza. – Śmierć za śmierć!
W powietrzu zaczęły śmigać cegły, deski i kamienie. Po
czarnoskórych wyciągnięto chciwe ręce.
- Ależ my jesteśmy niewinni, proszę, dajcie nam spokój! –
tłumaczył Jackson. Jego błagania skwitowano tylko mocnym kopniakiem w twarz. Stracił przytomność.
Obudzono go następnym uderzeniem, tym razem w tym głowy.
Czuł ściekającą mu po twarzy krew. Charcząc coś o niewinności podniósł głowę o
kilka centymetrów. To co zobaczył ocuciło go do reszty.
Oszalali ludzie właśnie kończyli zakładali pętlę na szyję
wierzgającego i potwornie krzyczącego Claytona. Najwyraźniej miał on podzielić
los McGhiego, który aktualnie spoglądał na miasto niewidzącymi oczami z wysokości latarni.
Wtem Elmer Jackson poczuł, że coś ociera się o jego szyję.
Wiedziony zwierzęcym strachem począł wić się jak gorączce. To jednak tylko
pogorszyło sprawę…
Do napisania :)
M
15 czerwca 2015
O kaszalotach słów kilka...
Hej!
Cóż mogę Wam napisać? Przepraszam. Przepraszam, że ostatnio nie mogę w ogóle się zmobilizować, że rzadko zaglądam na Wasze blogi, że nie odpisuję na maile, że spóźniam się z postami, mimo, że o tej porze roku mam więcej czasu dla siebie. Po prostu nie wiem co mam robić. Tak się strasznie boję... Tak naprawdę to już nie wiem co się dzieje, jestem psychicznie zdruzgotana. Przepraszam jeszcze oczywiście za ten wstęp (pod żadnym pozorem się mną nie przejmujcie!), ale musiałam to z siebie wyrzucić.
Wracając na ziemię - dziś notka całkowicie "ssakowo-morska", bo na wstępie chciałabym Wam jeszcze przedstawić najnowszego mieszkańca mojego stoliczka nocnego (proszę teraz obrócić głowy, bo Malia nie załapała jak obracać zdjęcia w blogerze):
Cóż mogę Wam napisać? Przepraszam. Przepraszam, że ostatnio nie mogę w ogóle się zmobilizować, że rzadko zaglądam na Wasze blogi, że nie odpisuję na maile, że spóźniam się z postami, mimo, że o tej porze roku mam więcej czasu dla siebie. Po prostu nie wiem co mam robić. Tak się strasznie boję... Tak naprawdę to już nie wiem co się dzieje, jestem psychicznie zdruzgotana. Przepraszam jeszcze oczywiście za ten wstęp (pod żadnym pozorem się mną nie przejmujcie!), ale musiałam to z siebie wyrzucić.
Wracając na ziemię - dziś notka całkowicie "ssakowo-morska", bo na wstępie chciałabym Wam jeszcze przedstawić najnowszego mieszkańca mojego stoliczka nocnego (proszę teraz obrócić głowy, bo Malia nie załapała jak obracać zdjęcia w blogerze):
Chyba pierwszy pluszowy manat z jakim się spotkałam. Dodam, że razem z nim przybyła do mnie jeszcze klacz z Collecty i puchaty źrebak Schleich, któremu po prostu nie mogłam się oprzeć!
Aha - druga ARka ( tym razem w skali Little Bits) już w drodze <3
Tymczasem przejdźmy do tematu. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o dość szeroko znanym, ale moim zdaniem niedocenianym waleniu.
Kaszalot to największy z zębowców (podrząd do którego należą również m.in. orki i delfiny butlonose) o bardzo charakterystycznym wyglądzie. Jego duża, prostokątna głowa, małe płetwy piersiowe i brak płetwy grzbietowej (to co się nią wydaje to swego rodzaju garb związany z budową kręgosłupa) nie pozwalają go pomylić z żadnym innym gatunkiem. Osobiście zawsze fascynowała mnie ich śmieszna, jakby nieproporcjonalna żuchwa z której każdy ząb ma "swój" otwór w górnej szczęce oraz urocze białe brzuszki. Ich skóra nie jest gładka - zupełnie inaczej niż np. u delfinów ( u butlonosów gładkość tą sprawdzałam osobiście dwa razy ;). Czaszka jest asymetryczna aby pomagać w echolokacji (ten sposób porozumiewania się niezwykle rozwinął się u przedstawicieli tego gatunku). Właśnie w celu komunikacji za pomocą ultradźwięków w ich głowie znajduje się organ wypełniony spermacetem - substancją wykorzystywaną kiedyś do wyrobu m.in. świeczek, leków i kredek. Są również posiadaczami największych mózgów na Ziemi. Mierzą zwykle do 20 metrów.
Zamieszkują praktycznie wszystkie oceany. Żyją w małych społecznościach złożonych z samic i "nastolatków" ( dorosłe samce trzymają się na uboczu), nie szukając kontaktu z innymi grupami. Często tworzą się też "stada kawalerskie". Długość życia to około 70 lat. Samce często krwawo walczą o samice, jednak nie tworzą z nimi trwałych związków. Młodymi opiekują się i chronią przed atakami orek wszystkie samice z rodziny, a proces usamodzielniania trwa nierzadko kilkanaście lat. Ich przysmakiem są kałamarnice olbrzymie, w poszukiwaniu których są w stanie zanurkować na głębokość ponad 1100 metrów! Potwale (inna nazwa) raczej nie zwracają uwagi na innych mieszkańców mórz. Znany jest jednak przypadek "adopcji" niepełnosprawnego butlonosa.
Kaszaloty od wielu wieków były jednymi z najczęstszych ofiar wielorybników. Poławiane dla tłuszczu, spermacetu, zębów z których marynarze robili ozdoby oraz ambry (substancja tworząca się w ich przewodzie pokarmowym, używana w przemyśle perfurmeryjnym). Początkowo zabijane były tylko przez niektóre plemiona (dla których kultur takie polowania nadal są bardzo ważne), ale już od XVIII wieku rozpoczęła się ich masowa rzeź, zakończona dopiero w 1982 roku. Z racji swych olbrzymich rozmiarów nie zawsze poddawały się bez walki. W 1820 wielki samiec zatopiły statek wielorybniczy Essex. Wydarzenie to, mocno podkolorowane, było inspiracją dla powstania książki Moby Dick ( której osobiście znieść nie mogę).
Mam nadzieję, że się podobało (obecnie nie stać mnie na nic lepszego) ^^
Trzymajcie się :)
M3 maja 2015
Najsympatyczniejszy delfin świata
Witajcie :)
Jak spędzacie ten przepiękny majowy weekend? Ja osobiście marznę okrutnie grabiąc liście i czytając ( jak najbardziej można pogodzić te dwie rzeczy!). Niestety przez złośliwość losu ( i nie tylko losu) nie było mi dane pojawić się na zjeździe Model Horse organizowanym w moim rodzinnym mieście. Nie powiem, dosyć mi z tego powodu smutno, ale taki nastrój to ostatnimi czasy wcale nie nowość :/ Cóż, mam nadzieję, że z nadejściem cieplejszych dni wszystko zacznie z powrotem się układać ;) W dodatku jest bardzo możliwe, że niedługo sama zorganizuję podobny zlot!
Tymczasem mam dla Was króciutką relację ze szkolnej wycieczki po Warszawie. Króciutką, bo niestety już po kilku godzinach zwiedzania mój aparat w tajemniczych okolicznościach odmówił dalszej współpracy. Mimo tego nieprzyjemnego incydentu i faktu, że podróż w jedną stronę trwała ponad 7 godzin było bardzo, bardzo wesoło! Widzieliśmy Wilanów, Łazienki, świetne Centrum Nauki Kopernik, Pałac Kultury, Starówkę, a także dogłębnie zwiedziliśmy Stadion Narodowy ( wzdycham do tamtejszych...wanien, jako że moja jakiś czas temu zdemontowana).
Jak spędzacie ten przepiękny majowy weekend? Ja osobiście marznę okrutnie grabiąc liście i czytając ( jak najbardziej można pogodzić te dwie rzeczy!). Niestety przez złośliwość losu ( i nie tylko losu) nie było mi dane pojawić się na zjeździe Model Horse organizowanym w moim rodzinnym mieście. Nie powiem, dosyć mi z tego powodu smutno, ale taki nastrój to ostatnimi czasy wcale nie nowość :/ Cóż, mam nadzieję, że z nadejściem cieplejszych dni wszystko zacznie z powrotem się układać ;) W dodatku jest bardzo możliwe, że niedługo sama zorganizuję podobny zlot!
Tymczasem mam dla Was króciutką relację ze szkolnej wycieczki po Warszawie. Króciutką, bo niestety już po kilku godzinach zwiedzania mój aparat w tajemniczych okolicznościach odmówił dalszej współpracy. Mimo tego nieprzyjemnego incydentu i faktu, że podróż w jedną stronę trwała ponad 7 godzin było bardzo, bardzo wesoło! Widzieliśmy Wilanów, Łazienki, świetne Centrum Nauki Kopernik, Pałac Kultury, Starówkę, a także dogłębnie zwiedziliśmy Stadion Narodowy ( wzdycham do tamtejszych...wanien, jako że moja jakiś czas temu zdemontowana).
Na koniec wstępu chciałam Wam jeszcze bardzo podziękować! Ten miesiąc był dla DTS wyjątkowy - aż 2114 wyświetleń!! Dla niektórych to pewnie mało, ale ja uważam, że to sukces. Jesteście wspaniali!
Przechodząc do tematu - dziś chciałabym opowiedzieć Wam o waleniu, którego zdjęcia zawsze poprawiają mi zły nastrój. Bo czy oglądając fotografie delfina krótkogłowego można się nie uśmiechać?
www.wordwildlife.otg
Ten niewielki (dorasta do 2 metrów) zębowiec zamieszkuje przybrzeżne wody Azji i Oceanii, żyjąc w małych grupach. Często wpływa do rzek zapuszczając się nawet 1000 km wgłąb lądu. Gatunek ten odkryty został dopiero w 1866 roku! Co bardzo mnie zaskoczyło, jest blisko spokrewniony z orką! Tak jak większość z ich krewniaków odżywiają się rybami, skorupiakami i głowonogami, prawdopodobnie zasysając je. Pływają dość wolno, jednak w polowaniu pomaga im umiejętność głośnego "klikania" ( ultradźwięki wydawane przez delfinowate). Innym charakterystycznym zachowaniem jest pryskanie i plucie wodą.Lubią także położyć się na falach i machać płetwami piersiowymi. Mimo wesołego usposobienia są dosyć nieśmiałe - praktycznie nigdy nie podpływają do łodzi, a także boją się innych morskich zwierząt (w niewoli nie mogą być trzymane z innymi gatunkami ponieważ są przez nie zdominowane i nierzadko ranione).
www.wordwildlife.org
Niestety, żyjąc blisko ludzi stały się krytycznie zagrożone. Wszystko przez przypadkowe łapanie ich w rybackie sieci oraz zabijanie dla mięsa doprowadza do upadku maleńkie subpopulacje. Te śliczne stworzonka są bardzo często łapane dla delfinariów, w których zawsze stają się prawdziwymi gwiazdami.
www.rediff.com
Ich sytuacja nie zawsze wyglądała tak źle. Indyjscy rybacy wspominają dawną współpracę naszych dwóch gatunków. Delfiny były przywoływane do łódek rybackich drewnianym urządzenie o nazwie lahai kwai a następnie proszone o nagonienie ryb do sieci. To czyniło połowy o wiele łatwiejszymi. Według przekazów każda wioska miała swoje własne stadko morskich pomocników, pomagające tylko kilku osobom.
www.wordwildlife.ord
Obecnie relacje tego gatunku z ludźmi ulegają stopniowej poprawie. Lokalne rządy zauważyły, jak piękne zwierzęta pływają w wodach ich krajów i jak łatwo można zniszczyć ich środowisko. Zainteresowanie wykazały też duże organizacje międzynarodowe, np. WWF, które organizuje akcję "zaadoptuj delfina".
www.pinterest.com
Mam nadzieję, że delfin krótkoglowy poprawił Wam humor :)
Słonecznego dnia!
M
20 kwietnia 2015
Rozdział XIII
Witajcie!
Czuję się straszliwie "przeczołgana" przez ostatni tydzień, a Wy?
Po pierwsze, jak to ja dopiero tydzień przed zajęłam się nauką na ostatni etap konkursu "Losy Żołnierza...". Widać pięć lat doświadczeń nie zdołało mnie nauczyć systematyczności :P Już w środę przeklinałam Jagiellonów nazywając biedaków "szatankami". Sam konkurs okazał się dość prosty, jednak pisząc byłam tak makabrycznie zmęczona, że chyba wszystko pomieszałam :/
Ale przynajmniej dowiedziałam się o wielbłądzie Mieszka I, moście pontonowym Krzywoustego i kilku innych ciekawych epizodach. Cóż, Polacy zawsze rozmach mieli!
W poniedziałek dotarła do mnie straszna informacja. Nie żyje Tereska, manat z Wrocławia. Okazała się być o 18 lat starsza niż przewidywano. Widziałam ją trzy tygodnie temu i faktycznie coś mi się nie podobało w jej zachowaniu, ale nie myślałam, że tak to się skończy....
Na dziś to tyle.
Czuję się straszliwie "przeczołgana" przez ostatni tydzień, a Wy?
Po pierwsze, jak to ja dopiero tydzień przed zajęłam się nauką na ostatni etap konkursu "Losy Żołnierza...". Widać pięć lat doświadczeń nie zdołało mnie nauczyć systematyczności :P Już w środę przeklinałam Jagiellonów nazywając biedaków "szatankami". Sam konkurs okazał się dość prosty, jednak pisząc byłam tak makabrycznie zmęczona, że chyba wszystko pomieszałam :/
Ale przynajmniej dowiedziałam się o wielbłądzie Mieszka I, moście pontonowym Krzywoustego i kilku innych ciekawych epizodach. Cóż, Polacy zawsze rozmach mieli!
W poniedziałek dotarła do mnie straszna informacja. Nie żyje Tereska, manat z Wrocławia. Okazała się być o 18 lat starsza niż przewidywano. Widziałam ją trzy tygodnie temu i faktycznie coś mi się nie podobało w jej zachowaniu, ale nie myślałam, że tak to się skończy....
Ale kilka miłych chwil także się znalazło. Po pierwsze zamówiłam ARkę (szczegółów póki co nie podam)!!! Wreszcie zobaczę na własne oczy to, czym zachwyca się tak wielu.
Po drugie, dziękuję Wam bardzo za tak miły odzew w komentarzach! Naprawdę poprawiło mi to humor i pomogło przetrwać ciężkie chwile!
A niestety jestem zmuszona trochę popisać. Nawet więcej niż trochę. Oprócz tego rozdziału jeszcze opowiadanie na konkurs i rozpraweczka. Na samą myśl robi mi się niedobrze :P Czasami zupełnie nie mam ochoty na pisanie i coś mi się wydaje, że teraz właśnie jest czas. Cóż, następny tydzień mimo trzech wolnych dni (egzaminy gimnazjalne) zapowiada się podobnie do mijającego. Ale tymczasem zapraszam na rozdział!
( Nie jestem z niego specjalnie zadowolona i jest "urwany" w głupim momencie, ale niestety zaraz muszę wracać do szkoły :/)
Ostatni fragment - http://deterrasomnia.blogspot.com/2015/03/rozdzia-12-idy-marcowe.html
- Poczekaj chwilkę, postaram się
zrobić herbatę, a potem porozmawiamy. – rzekł, pomagając jej zdjąć sweterek.
Jego nowe lokum bardzo
przypominało to, w którym mieszkał przed wojną. No tak, przecież tamto mieściło
się zaledwie kilka przecznic stąd! Przypomniała wszystkie szalone przyjęcia,
które miały tam miejsce. Potem wróciła myślami do nędznych szczątków kamienicy
widzianych godzinę temu w tamtym miejscu…
Nie czekając na zaproszenie udała się
do salonu. Mieszkanie okazało się jednak zdecydowanie biedniejsze niż się spodziewała.
Wszystkie piękne meble, cenne obrazy, książki, które posiadała rodzina Adama
gdzieś zniknęły. Ostała się jedynie orzechowa komoda, obecnie dosyć zniszczona.
Tak jak zawsze stały na niej ramki ze zdjęciami.
Podeszła do nich i wzięła do ręki
pierwszą z lewej. Widniała na niej cała ich "banda", jak zwykle ich nazywano. Trzy roześmiane dziewczęta
i trzech chłopców.
Nagle na wizerunek wesołej brunetki ściskającej za szyję równie radosnego blondyna spadła łza.
Nagle na wizerunek wesołej brunetki ściskającej za szyję równie radosnego blondyna spadła łza.
Fotografia została wykonana
zaledwie rok temu, jednak Zosi wydawało się, że wszystkie te szalone zabawy
odbywały się w innym wcieleniu.
Na dźwięk kroków swego towarzysza
szybko otarła łzy i zajęła miejsce przy małym, żeliwnym stoliku
Zapadła chwilowa cisza, którą
wreszcie zdecydowała się przerwać.
- Więc… - zaczęła – twoja ciocia
i siostry mają się dobrze, prawda?
- Mam taką nadzieję… - rzekł
niepewnie, starając się jednak nadać swemu głosowi beztroskie brzmienie. – Wiesz, są Żydówkami, a Niemcy
nie lubią Żydów. Mieszkają teraz na poczcie. Choć raczej trudno nazwać to
mieszkaniem. Oczywiście przesiedlili nas hitlerowcy – ich tam, a mnie tutaj. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale z naszego poprzedniego domu mało co zostało. Staram się im jakoś pomagać, ale są dobrze pilnowani. Sam cudem uniknąłem
aresztowania.
Znowu nastało milczenie,
przerywane tylko tykaniem ściennego zegara.
Tym razem to chłopak odezwał się
jako pierwszy.
- A ty właściwie co tu tutaj robisz?
– zapytał. – Tak nagle zniknęłaś! Wszyscy myśleli, że zginęłaś jeszcze we
wrześniu! Dlaczego się nie odzywałaś?
- Nie miałam ku temu warunków.
Napisałam tylko kilka listów do mamy, jednak nie wiem czy do niej dotarły.
- Niestety, zarówno twojej mamy
jak i Heli nie widziano ani razu od czasu wybuchu wojny. Sądziliśmy, że całą
waszą trójkę spotkał ten sam los.
- Boże, nie! Rozstałam się z nimi
pierwszego września! – w jej oczach pojawił się paniczny strach. – Potem natychmiast
popłynęłam do Gdańska, a później udało mi się przedostać do Londynu… Przecież
one miały jechać do bezpiecznej Warszawy, gdzie czekał na nie rządowy transport
do Ameryki.
- Nigdy nie było takiego
transportu. Był tylko pomysłem polskiego rządu, który nigdy nie miał szans
powodzenia.
- Proszę?! Chcesz mi powiedzieć,
że ja bezpiecznie siedziałam we Francji, a potem na garnuszku u Churchilla podczas
gdy one tułały się po ogarniętym wojną kraju?!
Teraz to on o mało nie umarł z
powodu nagłego szoku.
- Znasz Churchilla?! – zapytał z
niedowierzaniem, bliski zakrztuszenia się herbatą.
- Tak. – odparła beznamiętnie. –
Co ja najlepszego zrobiłam?
Następne dwie godziny spędziła czując
jego opiekuńcze ramię na swoich barkach. Na zmianę cichła i opowiadała.
- Nie wiem już, kim tak naprawdę
jestem… - westchnęła kończąc.
Adam odgarnął opadające jej na
oczy niesforne kosmyki.
- Głuptasie! Jesteś niesamowita!
Dzięki Tobie wygralibyśmy w tą wojnę! – zakrzyknął, gwałtownie wstając. Po
chwili jednak znów usiadł. – Ale… Nie, to niemożliwe.
- Co jest niemożliwe? – w Zofię
znowu wstąpił patriotyczny, szalony duch. – Chcę walczyć! Niech Niemcy mnie
zabiją! Nie mam już nic do stracenia! Wszyscy, których kochałam nie żyją!
Gdy wypowiadała te słowa po
twarzy blondyna przebiegł grymas bezbrzeżnego smutku. Ona jednak tego nie
zauważyła.
- Nie możesz! To zbyt
niebezpieczne!
- Dlaczego? Jeśli pani wyraża
taką chęć to nie można jej powstrzymywać. – usłyszeli za sobą piękny, głęboki
głos.
Na dziś to tyle.
Powodzenia na egzaminach :)
M
6 kwietnia 2015
- Mała Bahama i Wrocław -
Witajcie!
(dzisiejszy post będzie prawdopodobnie dosyć długi, ze wstępem o moich jakże głębokich przemyśleniach)
Przede wszystkim życzę każdemu z Was, tym obchodzącym i tym nieobchodzącym Wesołych Świąt!
Osobiście zdążyłam już się objeść do nieprzytomności, więc może życzenia są trochę post factum, ale lepiej późno niż wcale, prawda?
(teraz będę nudzić - uwaga!)
U mnie po staremu - miałam ambitny plan przysiąść, wyrzucić wszystkie dekoncentrujące elementy otoczenia i napisać tą nieszczęsną pracę na konkurs. Ale oczywiście póki co się nie udało :P
Natomiast wreszcie miałam czas troszeczkę pomyśleć. Bo nie wiem czy Wam mówiłam, ale jakiś czas temu wkurzyłam się na moją wiecznie nudzącą rodzinkę i stwierdziłam, że dobra, OK, zachowam się jak grzeczna, racjonalnie myśląca dziewczynka jaką znali i kochali, porzucę swoje największe marzenie - wyjazd do obcego kraju i pracę z orkami,a zostanę notariuszem, znajdę sobie bogatego męża, urodzę dwójkę ślicznych dzieci, będę nosić zupki starym rodzicom, zostanę jedną z wielu, a potem strzelę sobie w łeb. Dobra, bez dramatyzmu. Powiedziałam po prostu, że w takim razie ja chcę iść na medycynę *wszyscy zachwyceni, że zmądrzałam*. Sądową *jednak nie*. Po czym zaczęło się narzekanie, że nie dam rady itp. Ja w sumie też nie wiem, czy podołam - ale jak to mówią kwestia przyzwyczajenia. Już zaczęłam intensywnie kuć atlas anatomiczny, oglądać sekcje, skrobać ryby (:P) i szukać najlepszych klas biologiczno-chemicznych. Bo mimo że serce każe mi iść do klasy klasycznej z łaciną, to rozum przypomina, że po niej będzie tylko prawo. A ja nie chcę na prawo.
To się tak wydaje, że jeszcze mam czas, ale jedno jest pewne - czas dorosnąć.
Nie lubię świąt - przypominają, ile dni bezpowrotnie straciłam.
Nie chcę wakacji.
Strasznie dziś zgorzkniała jestem :/ Pewnie dlatego, że od 3 dni mam bardzo mały kontakt z Kimś Bardzo Ważnym... Błagam, zabierz mnie na spacer!
Ale ogólnie to chyba jestem szczęśliwa. (Mimo że ciągle patrzę na niewyobrażalne cierpienie umierającego człowieka, co z kolei spędza mi sen z oczu.)
Po pierwsze - Sophijce wydarzyło się takie coś, coś COŚ!!
Po drugie - mam niesamowite szczęście, że los postawił na mojej drodze pewnego Człowieka. Nawet jeśli on nie czuje tego, co ja (najprawdopodobniej, choć teraz już nic nie jest takie, jak wcześniej).
Nareszcie przekonałam się, że mam naprawdę niesamowitych przyjaciół.
Ale boję się przyszłości. Boję się, że będę nikim.
Dobra, KONIEC ZANUDZANIA
Oprócz intensywnego zastanawiania się nad życiem poświęciłam też kilka(naście) godzin na usunięcie z modeli poremontowego kurzu.
(dzisiejszy post będzie prawdopodobnie dosyć długi, ze wstępem o moich jakże głębokich przemyśleniach)
Przede wszystkim życzę każdemu z Was, tym obchodzącym i tym nieobchodzącym Wesołych Świąt!
Osobiście zdążyłam już się objeść do nieprzytomności, więc może życzenia są trochę post factum, ale lepiej późno niż wcale, prawda?
(teraz będę nudzić - uwaga!)
U mnie po staremu - miałam ambitny plan przysiąść, wyrzucić wszystkie dekoncentrujące elementy otoczenia i napisać tą nieszczęsną pracę na konkurs. Ale oczywiście póki co się nie udało :P
Natomiast wreszcie miałam czas troszeczkę pomyśleć. Bo nie wiem czy Wam mówiłam, ale jakiś czas temu wkurzyłam się na moją wiecznie nudzącą rodzinkę i stwierdziłam, że dobra, OK, zachowam się jak grzeczna, racjonalnie myśląca dziewczynka jaką znali i kochali, porzucę swoje największe marzenie - wyjazd do obcego kraju i pracę z orkami,
To się tak wydaje, że jeszcze mam czas, ale jedno jest pewne - czas dorosnąć.
Nie lubię świąt - przypominają, ile dni bezpowrotnie straciłam.
Nie chcę wakacji.
Strasznie dziś zgorzkniała jestem :/ Pewnie dlatego, że od 3 dni mam bardzo mały kontakt z Kimś Bardzo Ważnym... Błagam, zabierz mnie na spacer!
Ale ogólnie to chyba jestem szczęśliwa. (Mimo że ciągle patrzę na niewyobrażalne cierpienie umierającego człowieka, co z kolei spędza mi sen z oczu.)
Po pierwsze - Sophijce wydarzyło się takie coś, coś COŚ!!
Po drugie - mam niesamowite szczęście, że los postawił na mojej drodze pewnego Człowieka. Nawet jeśli on nie czuje tego, co ja (najprawdopodobniej, choć teraz już nic nie jest takie, jak wcześniej).
Nareszcie przekonałam się, że mam naprawdę niesamowitych przyjaciół.
Ale boję się przyszłości. Boję się, że będę nikim.
Dobra, KONIEC ZANUDZANIA
Oprócz intensywnego zastanawiania się nad życiem poświęciłam też kilka(naście) godzin na usunięcie z modeli poremontowego kurzu.
(dobrze, że miałam pomocników ^^)
Straszna u mnie posucha modelowa. Jedynym zakupem w ciągu ostatnich dwóch miesięcy był Collekciak w Rossmanie. No, ale AReczka coraz bliżej :3 Jeszcze tylko walczę z rodziną.
Tymczasem zapraszam na krótkie sprawozdanie z wycieczki do Wrocławia, bo jeszcze główny temat czeka!
Głównym powodem wyjazdu było pojawienie się we wrocławskim ZOO manatów.
Jestem naprawdę zachwycona Afrykarium! Mimo że widziałam zdecydowanie większe tego typu obiekty za granicą, to ten jest naprawdę niczego sobie i przede wszystkim znajduje się w Polsce! To naprawdę wielkie uczucie - zobaczyć manaty żyjące w godnych warunkach w moim kraju.
Dalsze części ZOO również bardzo mi się podobały. Widać, że cały czas pracuje się nad zapewnieniem zwierzętom dobrych warunków. W porównaniu z moim krakowskim ZOO jest wielkie i bardzo nowoczesne. Oczywiście nasze też ma swój urok ;)
Udało mi się zobaczyć nowo narodzone koźlęta i cudowne karmienie nosorożców pokazujące jak ogromną więź zbudowały one z trenerem. Były też oczywiście moje ukochane tapirki, kotiki, a także jedyne w Polsce okapi.
(specjalnie dla Was ciekawski haflinger)
W pozostałym czasie dogłębnie zwiedziłam miasto, kuląc się w strugach deszczu. Taki mamy klimat!
Widziałam wszystkie "must-see" - Panoramę Racławicką (bardzo ładna diorama!), Halę Stulecia, Sky Tower, stare miasto. Ossolineum (niestety nie byłam w środku), Uniwersytet Wrocławski (świetny "zestaw małego patologa" - też taki chcę!).... Szczególnie podobał mi się Ostrów Tumski i wszystkie gotyckie kościoły. Wracając do domu odwiedziłam jeszcze Pałac w Większycach.
To chyba był najdłuższy wstęp, jaki kiedykolwiek wyprodukowałam :P
Tymczasem przejdźmy do tematu.
Jak zwykle tak bardzo ja zorientowana zagapiłam się i nie zrobiłam zdjęć Schleichom, które czekają na opis już prawie rok. Biję się w piersi i obiecuję poprawę, a póki co prezentuję wcale nie gorszą Mini-Bahamę!
Model ten customem na moldzie Gretel Breyera w skali Classic. Oryginalnie była to znana większości z Was haflingerka. Dzięki Metalfish stała się mniejszą kopią mojej ukochanej Bahamy. Ela z wielką cierpliwością stosowała się do moich uwag oraz zaleceń.
( duża Bahama)
Czasami gdy widzę swoją półkę mam wrażenie, że patrzy na mnie żywa hucułka.
Malowanie jest... Cóż, po otwarciu paczki z klaczką nie wiedziałam, co powiedzieć.
Jest doskonałe! Od cudownie wykończonych kopyt przez namalowane z wielka dbałością łaty o przepięknych brzegach aż do mądrych, głębokich oczu. Przejścia są wręcz mistrzowskie! Klacz ma niesamowitą wręcz liczbę detali - domalowane kasztany, różowa część chrap, włoski w uszach... Każdy kosmyk w grzywie jest widoczny! I to cieniowanie! Odmiany są wykonane z niezwykłą dbałością. Czy wspominałam już, że kopyta i oczy to prawdziwe arcydzieła?
Dziurka wentylacyjna została przeniesiona z kącika chrap między nogi, co uważam za bardzo praktyczne rozwiązanie.
Rzeźba to dzieło Brigitte Eberl - autorki mojej (prawdopodobnie) przyszłej ARki (yay!). Kobyłka przedstawiona jest w stępie, z lekko wygiętą szyją. Mimo swojej pozornej statyczności poza ta zdecydowanie ma swój urok i dodaje figurce naturalności. Jako laik nie wypowiadam się fachowo na temat anatomii, jednak wydaje mi się ona idealna. Wszystkie proporcje zostały zachowane. Mięśnie, a także inne fajne zmarszczenia i żyłki są dobrze widoczne. Głowę uważam za bardzo szlachetną. Uroku dodaje bujny ogon i grzywa o niesfornych kosmykach, rozłupany zad a także ciekawskie uszy. Duży plus za bardzo poprawne nogi. Strzałki są zaznaczone na wszystkich kopytach.
Klacz emanuje taką ciepłą dobrocią i spokojem ( czego akurat nie powiedziałabym o "dużej" Bahamie). Jej rozumne spojrzenie przypomina wejrzenie prawdziwego konia. Jakby figurka rozumiała, co się do niej mówi!Posiada wszystkie cechy dobrotliwej mamy. Dodam, że mam już na oku źrebaka dla niej.
Mold jest bardzo dobry i zasługuje na miejsce na półce każdego kolekcjonera. Zapewne haflingerka trafiłaby do mnie nawet w wersji OF. Jednak ten custom, owoc pracy dwóch wspaniałych artystek jest wprost niebywały! Nie można oderwać od niej oczu.
Oczywiście bardzo polecam również Metalfishart. Ela ma niesamowity talent, jej prace wręcz odbierają mowę! Nasza współpraca w tworzeniu idealnej kopii Bahamki przebiegała bardzo pomyślnie. Zresztą wystarczy spojrzeć na rezultaty :)
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca?
Wszystkiego dobrego ;)
M
23 marca 2015
Tajemniczy socjopaci - wale dziobogłowe
Hej!
Ten tydzień był... co najmniej ciekawy.
Po pierwsze - pierwszy raz w życiu miałam imprezę urodzinową. A nawet dwie - pierwsza już w niedzielę (tiaa, miał projekt edukacyjny -,-). Natomiast druga była uroczą niespodzianką w poniedziałkowy poranek, zorganizowanym przez moją kochaną klasę (pełen serwis - tost i szampan!)
Dostałam także prezent od kogoś bardzo dla mnie ważnego - orkę ze Schleicha .
Do miłych wydarzeń należy też zaliczyć wypad na Zbuntowaną. Sam film że tak powiem "niewymagający myślenia", ale w sumie przyjemny. Udało mi się też przyuważyć (i zakupić) nowego źrebaka ardeńskiego Schleich, a także piękny (chłopięcy) T-Shirt w Smyku.
Ale niestety piątek przyniósł też przykrą porażkę. Zabrakło mi 1 punkta do laureata z angielskiego... JEDNEGO PUNKTA!
Natomiast w sobotę zgubiłam coś bardzo ważnego. Przeszukałam wszystkie osiedlowe śmietniki, przewąchałam każdy milimetr mojego pokoju... Jestem w rozpaczy!
Ten tydzień również zapowiada się świetnie. W środę wyjeżdżam do Wrocławia, między innymi aby odwiedzić Afrykarium. Czekajcie na relację ^^
Powiem jeszcze, że moje przymiarki do ARki weszły w ostani, finalny etap!
Dziś post o najgorzej poznanej grupie dużych ssaków - walach dziobogłowych.
Ten tydzień był... co najmniej ciekawy.
Po pierwsze - pierwszy raz w życiu miałam imprezę urodzinową. A nawet dwie - pierwsza już w niedzielę (tiaa, miał projekt edukacyjny -,-). Natomiast druga była uroczą niespodzianką w poniedziałkowy poranek, zorganizowanym przez moją kochaną klasę (pełen serwis - tost i szampan!)
Dostałam także prezent od kogoś bardzo dla mnie ważnego - orkę ze Schleicha .
Do miłych wydarzeń należy też zaliczyć wypad na Zbuntowaną. Sam film że tak powiem "niewymagający myślenia", ale w sumie przyjemny. Udało mi się też przyuważyć (i zakupić) nowego źrebaka ardeńskiego Schleich, a także piękny (chłopięcy) T-Shirt w Smyku.
(przepraszam za jakość zdjęcia :/)
Ale niestety piątek przyniósł też przykrą porażkę. Zabrakło mi 1 punkta do laureata z angielskiego... JEDNEGO PUNKTA!
Natomiast w sobotę zgubiłam coś bardzo ważnego. Przeszukałam wszystkie osiedlowe śmietniki, przewąchałam każdy milimetr mojego pokoju... Jestem w rozpaczy!
Ten tydzień również zapowiada się świetnie. W środę wyjeżdżam do Wrocławia, między innymi aby odwiedzić Afrykarium. Czekajcie na relację ^^
Powiem jeszcze, że moje przymiarki do ARki weszły w ostani, finalny etap!
Dziś post o najgorzej poznanej grupie dużych ssaków - walach dziobogłowych.
wal Cuvier'a
Wyróżnia się wśród nich 22 różne gatunki, z których większość została odkryta dość niedawno. Dlaczego tak mało wiemy o ich zwyczajach? Przecież to zwierzęta o dość znacznych rozmiarach (do 13 metrów), żyjące właściwie w każdym z oceanów! Otóż te gatunki to prawdziwi socjopaci, żyjący w małych grupach z dala od brzegów i na ogromnych głębokościach (osobiście uważam, że w poprzednim wcieleniu byłam właśnie walem dziobogłowym :P). Mogą zanurzać się nawet do 3000 metrów w głąb morza i przebywać pod wodą do 140 minut. Tym samym to rekordziści wśród ssaków. Głównym źródłem informacji są ich ciała wyrzucane na brzeg (coś takiego zdarzyło się kilka lat temu w Polsce, pamiętacie?). Jednak nawet ich skryty tryb życia nie uchronił ich przed atakami wielorybników...
Chyba najbardziej tajemniczy gatunek - dziobogłowiec południowy
Nazwa grupy pochodzi od charakterystycznego, "kaczego" dzioba. Samce wyróżniają się dwoma zębami wyrastającymi z dolnej szczęki. Zęby te rosną przez całe życie, dlatego często są zakrzywione lub porośnięte morskimi żyjątkami. Są prawdopodobnie używane w walkach o samice. Barwa skóry u niektórych gatunków z wiekiem jaśnieje.
Żywią się głowonogami, które z racji małej liczby zębów zasysają. Bardzo mało wiadomo o ich strukturze społecznej. Najstarszy znany osobnik miał 84 lata. Potrafią wyskoczyć ponad powierzchnię wody, lecz nie robią tego tak często jak delfiny. Nie wiadomo też dokładnie czy są zagrożone wyginięciem. Aby dowiedzieć się więcej o ich życiu w trakcie rzadkich spotkań zakłada się im nadajniki. Wiadomo że część wypłynięć na plaże jest powodowana hałasem związanym z ćwiczeniami wojskowymi na terenach wali.
wal Blainville'a - widać ząbki
Pamiętam, że od dziecka chciałam być badaczem wali dziobogłowych. Teraz mam na to coraz mniejsze nadzieje...
źródła
info - wiki, własne
zdjęcia - oceanwidescience, wiki, barelyimaginebeings, manimalblog
film - https://www.youtube.com/watch?v=sGe93WbVZJM
Miłego tygodnia :*
M
15 marca 2015
Rozdział 12 & Idy Marcowe
Witajcie!
I po raz kolejny na tym blogu świętujemy Idy Marcowe! Dziś 2059 rocznica tragicznej śmierci Juliusza Cezara.
Ale Ci co czytają bloga regularnie od początku jego działalności wiedzą, że w tym dniu wypada także rocznica moich urodzin (ach, jak ja uwielbiam robić prywatę) :3
Z przyczyn losowych prezenty rozdano już wczoraj (tylko rodzinnie, bo przyjęć urodzinowych praktycznie nigdy nie robię). Nie było wśród nich żadnych figurek ( ale nic straconego - prawdopodobnie w tym miesiącu zamawiam wymarzone AR!), co oczywiście nie znaczy że mi się nie podobały! Wręcz przeciwnie - dostała kilka nowych książek Terry'ego Pratchetta ( zmarł w zeszłym tygodniu - świat jest podły!), sezon Sherlocka na DVD, płyty ukochanego Ray'a Charlesa, śliczną zakładkę, duuużo słodyczy i kilka innych drobiazgów.
Co do drobiazgów - nie pokazywałam Wam jeszcze mojego ulubionego kubka z fokarium. Rano piję z niego ukochaną kawę, która stawia mnie na nogi (chyba jestem uzależniona od kofeiny, bo bez niej nie wstanę :P):
Ostatni fragment - klik
I po raz kolejny na tym blogu świętujemy Idy Marcowe! Dziś 2059 rocznica tragicznej śmierci Juliusza Cezara.
Ale Ci co czytają bloga regularnie od początku jego działalności wiedzą, że w tym dniu wypada także rocznica moich urodzin (ach, jak ja uwielbiam robić prywatę) :3
Z przyczyn losowych prezenty rozdano już wczoraj (tylko rodzinnie, bo przyjęć urodzinowych praktycznie nigdy nie robię). Nie było wśród nich żadnych figurek ( ale nic straconego - prawdopodobnie w tym miesiącu zamawiam wymarzone AR!), co oczywiście nie znaczy że mi się nie podobały! Wręcz przeciwnie - dostała kilka nowych książek Terry'ego Pratchetta ( zmarł w zeszłym tygodniu - świat jest podły!), sezon Sherlocka na DVD, płyty ukochanego Ray'a Charlesa, śliczną zakładkę, duuużo słodyczy i kilka innych drobiazgów.
Co do drobiazgów - nie pokazywałam Wam jeszcze mojego ulubionego kubka z fokarium. Rano piję z niego ukochaną kawę, która stawia mnie na nogi (chyba jestem uzależniona od kofeiny, bo bez niej nie wstanę :P):
Bo nie wiem czy wiecie, ale oprócz figurek lubię też zbierać kubki.
Dobrze, koniec mojego paplania! Przechodzimy do rozdziału (ostrzegam, że wyszedł dosyć ckliwy). Z dedykacją dla Sage Servant - wszystkiego dobrego!!
Ostatni fragment - klik
- … dostanie pani apartament na
Królewskiej. Dalibyśmy coś w lepszej części miasta, ale ze względu na pani
misję… Sama pani rozumie.
- Oczywiście. – odpowiedziała.
Tak naprawdę nie rozumiała nic. Jeszcze nigdy nie czuła się tak skołowana. Właśnie
rozmawiała z kolejnym nazistowskim, ciemnookim (ach, ta niemiecka logika)
przedstawicielem rasy aryjskiej. Za oknem majaczyły zniszczone, wyszarzałe
budynki jej ukochanej Warszawy, przyozdobione jedynie czerwonymi flagami ze
złowrogo czarną swastyką. I właśnie mówiła temu szatańskiemu pomiotowi, że
owszem, tak, zdradzi swoją ojczyznę bo przecież tak strasznie kocha Hitlera. I robiła
to, ponieważ dostała rozkaz od angielskich służb specjalnych, które miały tak
naprawdę miały sprawę polską głęboko w swojej brytyjskiej *****. I czuła się
jak zdrajca.
Gdy zaproponowano jej ten wyjazd
nie miała większych moralnych dylematów. Może nie docierało do niej, co tak
naprawdę zobowiązała się zrobić?
Ale
kiedy zobaczyła niemiecki napis na dworcu głównym, mundury wrogów na
ulicach, zbombardowane kamienice w których kiedyś przeżywała najpiękniejsze
chwile swego młodego życia, a wśród wyszarzałego, zastraszonego tłumu
rozpoznała kilku znajomych… Dopiero teraz dotarła do niej cała groza sytuacji…
Dotychczas podchodziła do wojny jako do rzeczy niewyobrażalnie strasznej, ale
jednak możliwej do wygrania… Teraz czuła się kompletnie rozbita, co jako osobie
bardzo pewnej siebie i energicznej nie zdarzało się jej prawie nigdy.
-… nieprawdaż? – poczuła na sobie
świdrujący wzrok esesmana.
- Tak jest, tak jest,
niewątpliwie ma pan rację!! – odrzekła, może trochę zbyt entuzjastycznie, bo
jej cudowny współpracownik popatrzył na nią jak na wariatkę.
- No, to bardzo dobrze! W takim
razie do pracy! I widzimy się w następny czwartek. Oczekuję, że do tego czasu
zdąży pani coś zrobić.
- Postaram się. W imię Rzeszy!
Od tej chwili była zdana sama na
siebie, kimkolwiek teraz była. Próbując nie zacząć głośno szlochać i krzyczeć
Zofia Wolińska, Polka Chcąca Dostać Się do AK (w wersji nieoficjalnej nr. 1
Niemiecki Szpicel, a w wersji jeszcze mniej oficjalnej Angielski Szpieg Udający
Niemieckiego Szpicla) szła ulicami zniszczonej Stolicy do swego nowego lokum.
Okazało się ono dwupokojowym mieszkaniem na trzecim piętrze burej od pyłu
kamienicy. Budynek jakimś cudem uniknął zbombardowania.
Zosia zadzwoniła do mieszkania
dozorcy . Nie była w stanie wciągnąć swojej olbrzymiej walizki po stromych,
dość zniszczonych schodach.
- Dzień dobry! Pani pod numer 4? –
usłyszała wesoły, młody głos.
W jej głowie natychmiast pojawił się
obraz pewnego chłopca, jednak szybko go odrzuciła nawet nie spoglądając na
rozmówcę.
- Mhm. Czy może mi pan pomóc?
- Pewnie, przecież w życiu by
pani tego nie zaniosła!
W trakcie mozolnej i z racji
brakujących stopni wędrówki do góry chłopak wychodził z siebie żeby podtrzymać
niemrawą rozmowę, ale dziewczyna zdecydowanie nie miała na to ochotę.
- Dziękuję. – burknęła tylko u
drzwi swego mieszkania.
- Polecam się na przyszłość pani….
Zosiu.
W tym momencie czas jakby na
chwilę się zatrzymał. Już wiedziała, skąd zna ten głos!
I zanim zdążyła cokolwiek
pomyśleć, już trzymał ją w ramionach.
Adam… Adaś…. – szeptała, czując
spływające po policzkach i rozmywające makijaż ciepłe łzy.
- Już dobrze, dobrze! – rzekł ze
śmiechem, jednocześnie odgarniając jej brązowe kosmyki znad oczu.
- Co ty tu robisz? – zapytała po
chwili, patrząc w jego przyjazne zielone oczy.
- Próbuję przetrwać. – odparł
swobodnie. – Choć, zaniesiemy do Ciebie tą walizę, a potem pójdziemy do mnie,
dobrze? Zdobyłem ser żółty!
Ujął ją za rękę, a ona trzymając
się go kurczowo pozwoliła mu się poprowadzić, tak jak bywało za dawnych,
dobrych lat.
Miłej niedzieli :)
M
Miłej niedzieli :)
M
9 marca 2015
♥ Łamacz Serc ♥
Witajcie!
Dziś post naprawdę na bardzo wariackich papierach. Przede mną bardzo intensywny tydzień, za mną pracowita niedziela zwieńczona świetnym koncertem.
Aha - dziękuję wszystkim za uwagi dot. bloga (można nadal je zgłaszać :). Z pewnością je wykorzystam.
W ramach wstępu, jak co roku ogłoszę coś oczywistego - wiosna na horyzoncie!!
Moje modele również to zauważyły:
Dziś post naprawdę na bardzo wariackich papierach. Przede mną bardzo intensywny tydzień, za mną pracowita niedziela zwieńczona świetnym koncertem.
Aha - dziękuję wszystkim za uwagi dot. bloga (można nadal je zgłaszać :). Z pewnością je wykorzystam.
W ramach wstępu, jak co roku ogłoszę coś oczywistego - wiosna na horyzoncie!!
Moje modele również to zauważyły:
Oriens przesyła spóźnione życzenia z okazji Dnia Kobiet
Od wczoraj chodzę pijana słońcem po balkonie. Fenomen powrotu ciepełka zawsze mnie zadziwia :3
Przechodząc do tematu - według "rozkładu jazdy" miała być notka z moją pisaniną. Jednak z wyżej wymienionych powodów nie mam czasu ani siły na tworzenie czegoś (pseudo)kreatywnego. Zapraszam więc na opis bardzo romantycznego syna Walentyny. Przed Państwem obiecujący, młody ogierek - Heartbreaker!!
(aparat podczas sesji z lekka zwariował - przepraszam :P)
Model który teoretycznie ma być dodatkiem do klaczy był głównym powodem dla którego kupiłam ten zestaw. O ile do jego matki musiałam przekonywać się przez dłuższą chwilę, to ten młodzieniec od razu wpadł mi w oko. Wiedziałam, że będzie zjawiskowy i nie myliłam się.
Tak jak Valentine HB to figurka dłuta Brigitte Eberl, jednej z moich ulubionych artystek. I trzeba przyznać, że jest to dłuto mistrzowskie. Anatomia jest bez zarzutu (przynajmniej według mnie), a ilość rewelacyjnych detali zapiera dech w piersiach. Oczywiście strzałki i kasztany są na swoich miejscach. Oprócz tego źrebak ma niesamowity rysunek mięśniowy - to właśnie on wydaje mi się najlepszą częścią modelu. Najchętniej siedziałabym godzinami i dotykała tych wszystkich fałdek i fałdeczek. Zaznaczone są nawet najmniejsze ścięgna. Młodemu wystają także żeberka, co dodaje mu uroku. Głowa także pełna jest szczególików - widać nawet włoski w uszach! Grzywę i ogon również wykonano bardzo starannie. Właściciel tego pięknego ciałka biegnie leciusieńkim kłusem. Jego sylwetka jest przepiękna i bardzo harmonijna. Ma wesoły wzrok i ciekawsko postawione uszka.
Uważam, że pod względem malowania Meklemburczyk przewyższa syna Zenyatty, który powstał na tym samym moldzie. Maść jest dosyć prosta, jednak jakość cieniowania przechodzi wszelkie wyobrażenie! W słońcu Heartbreaker mieni się złotem. Uroku dodają też skarpetki.
Mimo wszystko figurka nie jest idealna. Mój egzemplarz ( i z tego co wiem nie tylko mój) po wyjęciu z pudełka miał olbrzymie problemy z ustaniem na swych cienkich nóżkach. Udało mi się troszeczkę to naprawić domowymi sposobami, lecz nadal dosyć mocno się chwieje.
Innymi wadami jest dość widoczny stempel z datą produkcji na nodze oraz kilka delikatnie widocznych łączeń.
Podsumowując - Gilen to mold który po prostu trzeba mieć w kolekcji. Osobiście polecam właśnie wersję Heartbreaker, jako że w bonusie dostajemy jeszcze jego mamę ;) Model ma ogromny urok osobisty, pięknie wygląda na tle stada i świetnie wychodzi na zdjęciach. Muszę jednak ostrzec, że powoduje wielkie zamieszanie w stadninie - zwłaszcza teraz, gdy przyjechały do niego dwie rówieśniczki ;)
Po kąpieli z mamusią
Biegnę uczyć się genealogii Jagiellonów (na co komu tyle dzieci??!!).
Spokojnego tygodnia!
M
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















